Rano, jak zwykle, układałam bukiety Madonnie. Jeden z nich:
Ukochany patrzył we mnie promiennie i jakoś… uroczyście.
„Zmęczona jestem! – szepnęłam bez wstępów.
„Długo malowałaś, Promyczku. Odpocznij”.
„Długo, ale maleńki fragmencik. Twarz tancerki. Malując ustami, malowałam do góry nogami, normalnie nie mogłam sięgnąć. Ale nawet wyszło, jutro jeszcze trochę poprawię”.
Uśmiechałam się do Niego, a On patrzył i patrzył we mnie…
„Moja piękna!”
„Mój najcudniejszy… słodki, Skarbie mój!”
„Oblubienico Ma!”
„Mój Oblubieńcze!”
Odpoczywałam w Nim…
Category: (NIE) MOJE MYŚLI