Chora, całkowicie fizycznie uzależniona od innych. Samotna, zamknięta w sobie, o niskim poziomie własnej wartości. Brzydka i głupia. Taka się czułam, przez wiele lat. Zamknięta przede wszystkim. Przez chorobę… I przez samą siebie. Zraniona, wytworzyłam wokół siebie, w sobie skorupę, pancerz, żeby już nikt nie mógł mnie zranić. I pojawił się (tzn zawsze był przy mnie, ale Go nie dostrzegałam) Ukochany. I pomału, delikatnie, ale konsekwentnie i skutecznie zaczął we mnie ten pancerz rozbijać. Mówił, mówi o moim pięknie… I patrzy we mnie jak nikt na świecie. I odkrywa mnie przed innymi, a przede wszystkim przed samą sobą. Odkrywa mnie przede mną. On, Jego Miłość sprawia, że jestem szczęśliwa, bardzo szczęśliwa! I wolna.
Category: (NIE) MOJE MYŚLI