Wieczorem leżałam już w łóżku.
Pobiegłam do Ogrodu mojego serca. Do Ukochanego. Opowiadalam Mu jaką cudna niespodziankę mi sprawiło Duchowe Dziecko i jakie piękne dostałam prezenty od Niego.
Ukochany uśmiechnął się do mnie.
„Cieszę się że sprawiły Ci radość, Promyczku.”
„Wielką!”
„Cieszę się też, że nie zostawiłaś wszystkiego dla siebie „.
Spojrzałam Mu w oczy. Uśmiechał się do mnie. Uśmiechałam się też do Niego. Patrzył we mnie, w moje oczy. A ja w JEGO oczy patrzyłam. Oczy Umiłowanego były jasne, świetliste.. Miały w sobie blask Nieba. Zapatrzylam się w Te oczy i…. zmeczona zasnęłam.
Obudziłam się. Była noc. A ja jakaś zmeczona byłam i tańcząca.
Zeszłam w głąb siebie do Ogrodu serca. Ukochany stał obok ławeczki.
„Panie Jezu jesteś! Nie śpisz? ”
Ukochany wziął moją rękę w Swoją
dłoń.
” Jestem Perełko. Czekałem na Ciebie. Zawsze czekam.”
Ujal , moją rękę i zaprowadził do ławeczki. Usiedlismy na niej oboje.
,”Zmeczona jestem „- szepnęłam i oparłam głowę na Jego ramieniu.
Ukochany wziął moją głowę w obie dłonie i przyłożył ją do Serca.
„Pod Sercem Moim odpocznij Promyczku” – przytulił mnie…
Malałam. Stawałam się coraz mniejsza. Dzieckiem byłam małym. A ON trzymał mnie jak matka dzieciątko. Na rękach, w ramionach, pod Sercem… Pochylony nade mną z czułością, tkliwością, miłością. i To Spojrzenie z Krzyża…
Bezbronna, bezradna wobec TAKIEJ Miłości. Obezwładniona Miłością. Otulona Miłością. Uszczęśliwiona bardzo!
Tak sobie wyobrażam NIEBO.
W Ogrodzie serca pod Sercem Jezusa.