Wczoraj nie dokończyłam notki, nie dałam rady. Spróbuję dzisiaj.
Stałam przy ławeczce. Nagle zobaczyłam Ukochanego, który trzymał w ramionach… zawiniątko. Szedł ze środka Ogrodu i wolał, żebym przyszła.
“Promyczku, mam dla Ciebie niespodziankę! “
Podbiegłam do Niego zaciekawiona. Ukochany trzymał na dzieciątko malenkie… spalo slodko. Ukochany rozpromieniony spojrzał na mnie. “Oto Twoje dziecko, Promyczku. Gabrysia. “
Zaniemówiłam. Patrzyłam na mmoje Duchowe Dzieciatko… Modlilam się za Nie dziewięc miesięcy. Byłam zachwycona!!! Patrzyłam z miłoscią na Dzieciątko.
„Ale przecież dopiero jutro…”
„Tak, jutro ma się urodzić. Ale chciałem, żebyś Ty Je zobaczyła, Promyku”.
„Dziękuję!”
Patrzyłam na Nie, spało tak słodko na rękach Jezusa… Potem znikło. Ale Ukochany nie dał mi się ani chwili smucic. Przeciwnie.
„Chodź! Coś Ci pokażę!” – powiedział z radością.
Wziął mnie za reke i zaczął prowadzić. Zaprowadził do rabatki gdzie rosło siedem kwiatów. Były one różnej wielkości i miały płatki podobne do serc.
„Zobacz! To Maria, Jakub…”- zacząl wyliczać…
Zaczęłam wyliczać i ja:
„Weronka, Mateusz, Tomasz, Emmanuel i Gabriela…”
To były imiona moich Dzieciątek!
Patrzyłam w Umiłowanego… i On we mnie patrzył… Słow brakuje.
Dziś w nocy tańczyłam bardzo intensywnie… Ukochany był przy mnie. Leżałam w łózku, a On pochylał się nade mną z ogromną, bezgraniczna Miłościa, czułością. Trzymał moją rękę w Swych dłoniach. Podniól ją potem przycisnął do Swojego policzka… do ust i pocałował…
Wtedy ja przysunęłam Jego dłoń do mojego policzka, do moich ust i pocałowałam… Ukochany pochylał się nade mną. Był blisko, przy moim łózku. Pomyślałam, zastanawiałam sie jak to możliwe, że Jego twarz mogła być tak blisko mojej. Leżałam w łóżku a On tak bardzo pochylał się nade mną.
I wtedy zobaczyłam ten obraz z lotu ptaka.
Leżalam w łóżku tańcząca bardzo, a Umiłowany mój… klęczał przy moim lóżku. Klęczał przede mną, pochylony, ja całowałam Jego dloń…
Łzy w oczach miałam.