Noc tańcząca bardzo. Nie wiem czy byłam w Ogrodzie, czy w łóżku. Nieważne. Najważniejsze, że Umiłowany był ze mną. A raczej ja byłam w… Nim. Leżałam w łóżku. A ON mnie otaczał, otulal Sobą… Leżałam otulona Jego Miłością. Nim.
Uśmiechałam się do Ukochanego a On do mnie się uśmiechał. Wiem to.
“Cieszę się bardzo, że malujesz ten obraz, Perełko”.
“Ja też…”- Uśmiechnęłam się w ciemność, do Ukochanego.
“Długo na to czekałem”.
“Ja też.. ”
Ukochany – Ukrzyżowany tuli mnie do SERCA pochylony nade mną. Jedną rękę zdjął z Krzyża i obejmuje mnie i przytula do SERCA. Ja wtulona w Niego. Dwa serca, Jego i moje złączone ze sobą. W Komunii. Taki obraz zaczynam malować. Chcę, żeby, o ile mi wyjdzie, Jezus na krzyżu był uśmiechnięty. Z Krzyża można też się uśmiechać. Wiem to po sobie… A sobie namaluje wianek na głowie, ze stokrotek chciałam. Tańczący złączeni w cierpieniu, a nade wszystko zjednoczeni w MIŁOŚCI.
“To jest piękny obraz Perełko Moja!”
“Jest???! Dopiero, mam nadzieję, będzie…”
“Jest. Jest w Twoim sercu”.
“Tak…”