Byłam w dłoniach Ukochanego. W Ogrodzie Sercowym, Ukochany siedział na ławeczce i i tulil mnie do SERCA Swego. Widziałam, że cierpi.
“Jak mogę Ci usluzyc mój Ukochany? Chcesz pić? Przyniosę wody”.
Lecz Ukochany pokręcil przecząco głową.
“Służysz Mi, Perełko. Tym, że mogę Cię tulić. Nie jestem sam”.
Patrzył we mnie z czułością.
“Uwielbiam kiedy mnie tulisz…”
Nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył mi w oczy łagodny. I ja też patrzyłam w Jego oczy… Zapatrzylam się.
Byłam w budynku, w którym było dużo sprzętu wojskowego. I żołnierzy.
Stałam na czymś w rodzaju tarasu, podwyższeniu. Na tarasie stało zdobione krzesło. Siedział na nim człowiek w zbroi, do której przyczepiony był długi biały płaszcz. Ukochany stał nieco w tyle. Związany. Człowiek w zbroi często wchodził z Ukochanym do wnętrza budynku i rozmawiał z Nim.
-A cóż to jest prawda? – usłyszałam słowa dochodzące z wnętrza budynku. Teraz znowu wyszli na zewnątrz. Na dole stał tłum ludzi którzy krzyczeli. Człowiek w zbroi usiadł na krześle. Na jego twarzy malowało się zniecierpliwienie.
-Nie widzę żadnej winy w tym człowieku! Każe go ubiczowac i wypuszcze! Wykonać!
Dwóch żołnierzy podbiegło do Ukochanego i zabrało Go. Człowiek w zbroi rozmawiał z tłumem, który domagał sie ukrzyżowania Ukochanego.
Potem znalazłam się na dziedzińcu budynku. Na środku stał kamienny słup. Do niego przyprowadzono Ukochanego, zdjęto z Niego szaty i przywiązano do słupa. Zaczęło się biczowanie… Dwóch osiłków siekło Ukochanego, batami. To z jednej to z drugiej strony. Wkrótce Ukochany wyglądał jak jedna wielka, otwarta rana… Nie mogłam na to patrzeć… a jednak patrzyłam, oniemiała z bólu. Serce mi krwawiło. Chętnie nadstawiłabym swoje plecy… Pod Ukochanym pojawiła się czerwono-czarna kałuża… Zmieniono bicze. Teraz były zakonczone kulkami najeżonymi haczykami. Nie muszę opisywać co się działo dalej… Ukochany cicho pojękiwał. Ktoś krzyknął, wystarczy. Żolnierze odwiązali Ukochanego. Posadzili Go na jakims stołku, narzucili na Niego czerwoną szmatę i spleciony wieniec z cierniami, a do ręki trzcinę Mu włożyli. Zaczęli z Niego drwić:
-Witaj Królu Żydowski!
Znów usłyszałam czyjś głos:
-Przyprowadzić więźnia!
Poprowadzono Ukochanego.
Człowiek w zbroi gdy Go zobaczył, skrzywił się. Podprowadzono Go bliżej. Gdy tłum zobaczył Ukochanego zaczął krzyczeć jeszcze glosniej.
-Na krzyż! Na krzyż!!!
Cały w Ranach, krwi, błocie, czerwonym płaszczu, cierniowej koronie na głowie i trzcinie w ręku. Stoi łagodny jak Baranek…na rzeź prowadzony.
-Ecce Homo!
Ukochany. Mój Król.
Całowałam Jego Rany… Cała w bólu.
ECCE HOMO!
Category: (NIE) MOJE MYŚLI