Byłam w Ogrodzie Sercowym w naszej altance. Z Umiłowanym moim. Ukochany siedział na kwiatowej kanapie. A ja nakarmiiona Jego Ciałem, usiadłam u Jego stóp. Objęłam Jego nogi i patrzyłam w Jego twarz… Ukochany patrzył mi w oczy głęboko… Dziwnie jakoś..
Inaczej niż zwykle. Patrzył i patrzył… Aż wreszcie wyszeptał niedosłyszalnym prawie głosem:
„Pragnę…”
Myśląc że chce Mu się pić, wstałam szybko i poszlam do studni. Zaczerpnęłam wody, nabrałam w dłonie i pobiegłam do Umiłowanego. Ukleklam przed Nim i wyciągnęłam dłonie z wodą.
„Proszę Ukochany.”
Ukochany jednak patrzył we mnie przenikliwie. Ujął moje ręce w Swoje dłonie, wodą pociekła na dywan. I trzymając moje dłonie, mówił cichym, czułym bardzo głosem:
„Ale Ja nie pragnę pić, Perełko…”
„A czego? Czego pragniesz, Umiłowany?” – spytałam rozglądając się po altance zastanawialam się czego mógłby pragnąc Umiłowany. Żeby Mu to od razu dać.
Ukochany… uklakl przede mną. Ujął moją twarz w obie dłonie. Patrzył we mnie Swym dziwnym Spojrzeniem…
„Ciebie pragnę, Perło.”
„… masz mnie…” – szepnęłam zdumiona. Serce mi zadrżało… I natychmiast pomyślałam że pewnie czymś Go zraniłam, skoro tak mówi. Ze pewnie zrobiłam coś złego, że jestem zla, ze musiałam czymś Go obrazić… Skoro tak mówi. I wybuchnęłam płaczem. Łzy ciekły mi po twarzy, po Jego dłoniach. Płakałam i przepraszałam Go. Ukochany jednak patrzył we mnie z bezbrzeżną Miłością. Zaczął całować moje łzy… Każdą łzę całował i ocierał. I szeptał ciszej i ciszej:
„Ciiiii, Perełko…. ciii najmilsza… To nie tak, to nie tak… Niczym Mnie nie zraniłaś, niczym nie obraziłaś ani nie zrobiłaś nic złego. Przeciwnie. To nie tak… nie tak.”
„A jak…??” – spytałam wciąż łkając. Pod wpływem Jego słów, uspokajalam się jednak powoli.
„Pragnę być bliżej Ciebie, Perełko. Jeśli pozwolisz.”
„Jeszcze bliżej???!” – zdumiałam się bardzo.
„Tak. Jeśli pozwolisz” – głos Ukochanego brzmiał bardzo spokojnie. I bardzo uroczyście. Wiedziałam, że dzieje się coś wielkiego. Patrzyłam Mu teraz prosto w oczy. Klęczał przede mną oczekując odpowiedzi.
„Jeśli pozwolę?? Ukochany… będę najszczęśliwsza na świecie!!! Choć nie potrafię sobie wyobrazić jak można być jeszcze bliżej… Ale skoro można, skoro Ty pragniesz, pragnę i ja…!”
Położyłam głowę na ramieniu Umiłowanego. A On przytulił mnie do Siebie. Tak mocno jak nigdy wcześniej. Wziął mnie. Obsypał deszczem pocałunków. Deszczem! Zaczęliśmy tańczyć. Nie potrafię opisać tego tańca. Tanczyłam go pierwszy raz. A raczej to Ukochany tańczył ze mną pierwszy raz. Był to najdelikatniejszy, najintymniejszy, najbardziej osobisty taniec jaki do tej pory znałam… Nie będę go nawet próbować opisywać. Żeby nie zniszczyć, nie zepsuć, nie zamknąć… nie zbrukać. Był to najczystszy taniec jakiego doświadczyłam… Opiszę tylko co zobaczyłam.
Zobaczyłam dwa serca ogniste. Jedno wielkie Serce, drugie mniejsze. Ogniste tanczące serca. Tańcząc, przenikały się nawzajem. łączyły i rozdzielały się. Łączyły i rozdzielały… Tak, że raz po raz widziałam jedno Serce, zamiast dwóch… Ukochany był blisko, jeszcze bliżej…
A teraz serce mnie boli z miłości… A teraz serce mnie boli z tęsknoty… I wiem, że tę miłość, tę tęsknotę może zaspokoić tylko On. Ten ból może uleczyć tylko On. Ukochany mój… najdroższy.,. dobry i delikatny. I potężny bardzo.
I wiem, że już nic nie będzie takie jak dawniej. Bo On, jest Inny. Wciąz Inny.