Noc tańcząca bardzo mocno intensywnie.
Byłam w Ogrodzie Sercowym w naszej altance. W ramionach Umiłowanego mojego byłam. Był jeszcze bliżej… Bliżej Swojej małej Perełki. Jeszcze bliżej… Patrzył we mnie Swym dziwnym przecudnym Spojrzeniem… Nie potrafię opisać słowami, tego co doświadczalam. Pozwólcie więc, że spróbuję opisać skojarzeniami i obrazami. Choć to też będzie niedoskonałe i trudne.
Więc byłam w ramionach Umiłowanego. Czułam się jakbym była ukryta w przepaści. W przepaści Miłości. Bezpieczna bardzo bardzo!
Albo jak dziecko we Mgle. Małe, nieporadne dziecko we Mgle. Szczęśliwe i bezpieczne, bo wiedziało ze Umiłowany był Tą Mgłą… Szłam nie wiedząc dokąd idę. We Mgle. W Ukochanym moim. Otoczona, otulona Nim, wtulona w Niego.
Doświadczalam lęku,a jednocześnie wielkiego szczęścia i ekscytacji. Opisze na przykładzie. Jakbym zdobywala wielką, potężną górę i odczuwalam strach przed jej wielkością i potęga, a jednocześnie szczęśliwa bardzo i podekscytowana tym że mogę ją zdobywać.
Leżałam więc tańcząca w ramionach Umiłowanego. A On tulił… Mocno tulił… Dwa ogniste serca, które wczoraj widziałam, Wciąż tańczyły, wirowały. Łączyły się i rozdzielaly. Rozdzielały i łączyły… Umiłowany wciąż obsypywal mnie deszczem pocałunków… Całą noc prawie.
Byłam bardzo zmęczona…
Umiłowany położył mnie na kwiatowej kanapie. Wygodnie. Ułożył poduszki pod moją głową. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. I pochylal się nade mną z miłością i czułością niewymowną.
Patrzył mi prosto w oczy. I ja w Jego oczy patrzyłam… Patrzyłam i patrzyłam… I oprócz Jego bezbrzeznej Miłości zobaczylam w Jego oczach swoje piękno. Do tej pory go nie widziałam. Wierzyłam Umiłowanemu, gdy mówił o moim pięknie. A może raczej… chciałam Mu wierzyć… Teraz je zobaczyłam. I już nie mogłam zaprzeczyć. Byłam piękna. Bardzo piękna… Piękno to zawdzięczałam tylko JEMU, Umiłowanemu mojemu. Jego Miłości, Jego dobroci, Jego cierpliwości. Jemu. Byłam piękna Jego pięknością… Bardzo piękna.
Uśmiechałam się do Ukochanego, a On uśmiechał się do mnie.
„Umiłowany!”
„Perło Moja!”
Te słowa wystarczyły. Nie trzeba było nic więcej.
W Ogrodzie rozpętała się wielka wichura. Potężna! Ale nas to nie obchodziło. Trwaliśmy we wzajemnym uśmiechu. Ukochany trwał niewzruszenie pochylony nade mną z Miłością. Ja patrzyłam w Niego.
„Jutro zabieram Cię na spacer po Ogrodzie, Perełko!”
„W taką wichurę?”- spytałam uśmiechnięta.
„Jutro wzejdzie Nowe Słońce i nowy Ogród zakwitnie.”
„Nowe Słońce i nowy Ogród??!”
„Zobaczysz…” – szepnął uśmiechając się tajemniczo i obsypując mnie znów deszczem pocałunków.
Tonęłam w tym deszczu… Umiłowany był jeszcze bliżej…
NOWE
Category: (NIE) MOJE MYŚLI