„Ukochany mój!”- wyszeptałam leżąc w łóżku i uśmiechając się w ciemność. Do Umiłowanego.
„Najmilsza Moja!”- -usłyszałam głos Ukochanego.
Zapragnęłam…. i znów leżałam na SERCU Jego. Szczęśliwa niezmiernie…
Byłam w Ogrodzie Sercowym w naszej altance. Z Umiłowanymi. Ukochany siiedzial na kwiatowej kanapie, ja siedziałam przy Nim. Ukochany trzymal moje ręce w Swoich dłoniach. I patrzył we mnie promienny, świetlisty i jasny. Patrzył we mnie. I rozpromienial moje wnętrze. Jak Słońce o świcie. Jak Oblubieniec w oblubienicę się patrzy..
Patrzyłam i ja w Ukochanego uśmiechając się do Niego zachwycona! Zapatrzylam się w Najdroższego mojego… Ukochany patrzył we mnie i patrzył. I zaczął mnie całować. Obsypywal mnie pocałunkami jak deszczem! Całował mnie delikatnie, a jednocześnie mnie nimi zalewał. I ja Go całowałam. A Ogień Jego Miłości i szczęście otulaly mnie.
Ktoś może być zaskoczony, zdziwiony a nawet zgorszony się czytając w jaki sposób opisuje spotkanie z Umiłowanym. Ale opisuję, a raczej nieudolnie staram się opisać nieopisywalne… Miłośc Boga do duszy i duszy do Boga. Miłość Oblubienca do oblubienicy i oblubienicy. A, że jestem człowiekiem opisuję po ludzku 🙂 I często brakuje mi słów. Gdybym była aniołem… Jesli więc komuś przeszkadza, kogoś dziwi lub gorszy mój sposob pisania to po prostu jego problem.
Mnie te spotkania z Umiłowanym bardzo uszczęśliwiają, ogromnie cieszą, radują i niezmiernie pomagają. W czym pomagają? W codziennym dzwiganiu krzyża, który, prosze mi wierzyć, lub nie, lekki nie jest.
Siedziałam więc przy Umiłowanym moim, a On obsypywał mnie pocałunkami. Potem wziąl mnie na ręce, w objęcia i tulił do SERCA Swego. Nakarmił mnie Swoim Ciałem i wciąż patrzył we mnie promienny, jasny i piękny. I całował, obsypywał mnie pocałunkami. Patrzyłam w Niego zachwycona…
„Ukochany…”
„Mam przestać, Perełko?”- spytał uśmiechając się do mnie cudnie.
„Nie… zbieram Twe pocałunki – szepnęłam usmiechając sie do Niego- chciałam Ci tylko coś powiedziec”.
„Słucham, Miła Moja” – Ukochany wciaz się uśmiechał.
„Wiesz… gdzies kiedys wyczytałam, że gdy ktoś zyje w Komunii z Bogiem, nie grzeszy. Pomyślałam wówczas że to niemożliwe, nierealne…”
„Ale…” – przerwał Ukochany promieniejąc.
„Ale… – popatrzyłam Mu w oczy – kiedy się obudzę, jestem z Tobą, a raczej Ty ze mną jesteś, wypełniasz mnie. Kiedy maluję, rozmyślam o Tobie. Kiedy czytam Biblię, jesteś przy mnie. Kiedy piszę notkę, jesteś. A kiedy jezdzę wózkiem po podwórku, układam bukiety Madonnie, prosząc by Cię nimi obdarowywała…i…”
„I uśmiechasz się do Nas, Perełko!”
„Tak!- zawołałam radośnie – widzicie mój uśmiech?!”
„Widzimy. I uśmiechamy się do Ciebie!”
Ukochany patrzył we mnie… Cały usmiechnięty, rozczulony. Po chwili dodał, całując mnie znowu:
„Perełko, sama widzisz, że nie grzeszysz, prawda?”
„Zauważyłam, że grzesze mniej. Tylko dzięki Tobie, wiem!”
„Kiedy żyjesz w ciągłym kontakcie ze Mną, kiedy się we Mnie wpatrujesz, zły nie ma przystepu do Ciebie, Perło”.
„Nie widzę niczego poza Tobą…”
„Właśnie!” – szepnął Umiłowany obsypując mnie znów deszczem pocałunków. Tonęłam w Nim i w Jego pocałunkach.
W POCAŁUNKACH…
Category: (NIE) MOJE MYŚLI