SERCE Umiłowanego mojego i moje biedne małe serce zostały złączone. Złączone wieńcem cierniowym Cierpienia. Ale nie tylko. Zostały złączone w Miłości. I biją razem. Serce przy SERCU. SERCE dla serca.
Byłam w Ogrodzie. W naszej altance. Z Umiłowanym moim byłam. Ukochany trzymal mnie w Swoich ramionach, nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Patrzył we mnie Swym cudnym Spojrzeniem. Jasnym, promiennym, swietłistym. I ja patrzyłam w Umiłowanego. W Jego oczy patrzyłam. Tańcząca bardzo. Ukochany wiedział że wszystko mnie boli. Nie mówił jednak o tym. Ani ja nie mówiłam. Milczeliśmy w Miłości i uśmiechu. Patrzyłam w Jego cudne Oblicze i zapominałam o bólu, o cierpieniu. Liczył się tylko ON. Umiłowany mój! Patrzyłam w Jego oczy patrzyłam…i zapatrzylam się…
Zobaczylam szeroką drogę. Szliśmy nią, Umiłowany mój i ja. Ukochany w białej szacie przepasany złotym, ozdobnym pasem. Uśmiechnięty cały, promienny, szczęśliwy. Ja ubrana w białą suknię w kwiaty. W wianku ze stokrotek na.glowie. Również uśmiechnięta i szczęśliwa bardzo. Przed nami, na niebie jasno świeciło Słońce, a łagodny wietrzyk chłodził moją twarz i rozwiewał mi włosy. Umiłowany patrzył we mnie, a ja w Niego patrzyłam. Szliśmy. Oboje wiedzieliśmy dokąd idziemy. Szczęśliwi bardzo, radośni, promienni. Szliśmy do Domu.
Znów byłam w Ogrodzie w objęciach Umiłowanego mojego.
„Już niedługo, Perełko Moja!” – uśmiechnął się do mnie.
Zaśmiałam się radosnie.
„Codziennie bliżej!”
Umiłowany zaśmiał się perliscie. I spojrzał we mnie jakoś tajemniczo. Uśmiechał się do mnie. I ja do Umiłowanego się uśmiechałam. Tulil mnie mocno do SERCA…