Pochylal się nade mną mój Umiłowany. Tańczylismy. W wodospadzie Tańczyliśmy bardzo. Woda spływala z pluskiem. Po nas. Byliśmy cali mokrzy. Ukochany obejmował mnie i ja Jego obejmowałam.. Pochylal się nade mną i patrzyl we mnie z tkliwoscia i czułością wielką. Uśmiechal się do mnie cudnie.. I ja się do Niego radośnie uśmiechałam. Tańczylismy… Stanęłam na palcach, ucalowalam Umiłowanego mojego i szepnęłam Mu do ucha:
„Kocham Cię mój Jezu!’
Ukochany uśmiechnął się, pocałowal mnie i pochylil się nade mną jeszcze bardziej. Szepnal mi do ucha:
’ Kocham Cię, Perełko Moja!”
Uśmiechnęłam się do Niego szczęśliwa! A ON szeptal mi do ucha:
„Wiem, że tańczysz dla Mnie bardzo, Perlo. Nic nie mówisz, ale Ja wiem!”
„Bo po co mówić że się tańczy. Trzeba tańczyc. I już!”
„Ofiarować cierpienie a nie mówić że się ofiaruje.”
„Tak!”
Ukochany objął moją twarz w obie dłonie i pocałował mnie. Potem zacząl całować tam gdzie mnie bolało.
Bolące miejsca w moim ciele… Ukląkł przede mną i całowal tam gdzie bolało mnie najbardziej. Stałam bez ruchu. Nie byłam obezwadniona jak kiedyś. Miałam pełnię ruchów. Mimo to stałam. Nie dlatego że przyzwyczailam czy oswoilam się do tego, że Umiłowany mój kleczy przede mną i mnie całuje. Nie! Do tego się nigdy nie przyzwyczaje, ani nie oswoje nigdy. Stałam bez ruchu, bo…. oddawalam, ofiarowywalam Mu wszystko. Nawet to, że kleczal przede mną i całowal. Wszystko. Więc stałam, a Umiłowany mnie całowal…. Wstał. Teraz ja ujęłam JEGO dłoń w obie ręce i Ucalowalam, potem drugą dłoń ucałowałam. Ukleklam przed Nim i całowalam Rany na Jego stopach. W końcu Ucalowalam JEGO SERCE. Opadłam z sił.
„Zmęczo…”
Umiłowany natychmiast wziął mnie na ręce, zaniósł do naszej altanki i położył na kwiatowej kanapie. Pochylał się… Spojrzeniem z Krzyża. Nakarmił mnie Swoim Ciałem i szeptał łagodnie:
„Moja Maleńka… Moja Maleńka…”
Uśmiechnełam się do Niego i wyszeptałam najczulej jak potrafiłam:
„Mój… MALEŃKI…”
I choć nie było to zgodne z prawdą, widac, że Umiłowanemu się to spodobało. Rozpromienił się bardzo nade mną, rozjaśniał. Pochylił się jeszcze bardziej nade mną. Jego twarz była tuż przy mojej twarzy… blisko.
„Mów tak do Mnie kiedy tylko zapragniesz, Perełko…”- tkliwość niesamowita biła z Jego Oblicza.
„Mój Maleńki… Mój Maleńki…” – szeptałam uszczęśliwiona. A Ukochany obsypywał mnie pocałunkami…
MÓJ MALEŃKI…
Category: (NIE) MOJE MYŚLI