Leżałam w naszej altance, tańcząca. Ukochany pochylal się nade mną z czułością wielką. Uśmiechałam się do Niego, a On Uśmiechał się do mnie. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył mi w oczy głęboko.
„Dziś zabieram Cię, Perełko na ryby, nad jezioro”.
Otworzyłam oczy ze zdumienia. I… po chwili już siedziałam na trawie, a przede mną rozciągalo się jezioro. Duże, po horyzont. Niebo było bezchmurne, słonko świeciło. Wiał lekki wietrzyk, tak że nie było gorąco. Cudnie śpiewaly ptaki. Ukochany nieopodal przygotowywal wędki.
„Za Moich czasów to się ryby normalnie lowilo, w sieci. A nie na kije!” – zaśmiał się Umiłowany. Roześmiałam się wesolo. Ukochany właśnie trzymał w palcach robaczka, którego zaraz miał nabić na haczyk.
„Ladny nawet” – uśmiechnęłam się.
„Ty kiedyś prosiłaś, żebym Cię nazywal 'Robaczkiem’ , pamiętasz?” – spytal Umiłowany patrząc na robaka.
„Pamiętam, 'Mój Robaczku’!” – zaśmiałam się cicho.
Ukochany roześmiał się również.
„Tak! Tak Cię nazywalem, bo Mnie prosiłaś. Ale dla Mnie zawsze byłaś Perełka!”
Spojrzałem Umiłowanemu w oczy, On spojrzał w moje. Uśmiechalismy się do siebie nawzajem. Ukochany położył wędki i usiadł obok mnie na trawie, wciąż trzymając robaczka w palcach.
” Wiesz, Perełko? Jakoś odechciało mi się te ryby łowić.”
„Szczerze mówiąc ja też nie mam na to ochoty. Wypuścić go, proszę” – pokazałam na robaka. Ukochany położył go na trawie i robaczek popelzal zwiedzać świat.
„A na co masz ochotę, Perełko?” – spytal uśmiechając się do mnie.
„Chciałabym pospacerować, może potańczyć i chciałabym zobaczyć zachód słońca… Jeszcze nigdy nie widziałam.”
„Więc zobaczysz dzisiaj!” – Umiłowany spojrzal we mnie z czułością wielką. Za chwilę popatrzył na jezioro.
„Kto pierwszy przy tamtej małej rybce!!” – zaśmiał się perliscie.
„Której? Nie widać stąd!” – podchwycilamm wesoło. Ukochany pochylił się nade mną i pokazal palcem na jezioro. Zaczął się śmiać i biec w kierunku jeziora. Wbiegł na jezioro i dalej biegł po jego powierzchni. Woda rozpryskiwala się pod Jego stopami. A On biegł i wesoło wolal:
” Kto pierwszy, Perełko? Kto pierwszy?!”
„Ach Ty! – krzyknęłam śmiejąc się. Zerwałam się na nogi i zaczęłam biec – Ach Ty!!!”
Bieglam, bieglam, i nie zauważyłam kiedy wbiegłam na jezioro. Biegłam po powierzchni wody, a ona rozpryskiwala się mi pod stopami. Biegłam do Umiłowanego mojego. Stał na wodzie uśmiechniety z rozłożonymi szeroko ramionami. Wpadłam w nie. Ukochany złapal mnie, podrzucil do góry i zawirowal z radością!
„Cudnie, Perełko Moja!!! Cudnie!!!”
Postawii mnie delikatnie na powierzchni wody i pocałował mnie. I ja Go pocałowałam. Potem zaśmiałam się radośnie.
„To pokaż mi te małą rybkę!”
Ukochany przykucnął na wodzie i ja przykucnelam przy Nim.
„A zobacz! Jest tu! Patrz, Perełko! Jest ich więcej!”
Patrzyłam. Rzeczywiście pod powierzchnią wody plywalo dużo małych rybek. Połyskiwaly w promieniach słońca.
„Może cieszą się że ich nie złowilismy!” – uśmiechnęłam się do Umiłowanego. Byłam bardzo szczęśliwa przy NIM!
Umiłowany patrzył mi w oczy z uśmiechem. Oczy Mu błyszczaly Miłością. Wstaliśmy. Ukochany objął mnie i spacerowalismy po wodzie…. Jak cudownie było!!! Jak cudnie!!! Co i rusz wyskakiwala z wody jakas kolorowa rybka, w oddali pływały łabędzie i dzikie kaczki. A ja z Umiłowanym moim chodzilam po wodzie. Długo spacerowalismy, aż się zmeczylam. Potem siedzieliśmy na trawie, przy jeziorze. Umiłowany trzymał mnie w Ramionach i tulil do Serca…
„Już niedługo zachód słońca, Perełko. Idziemy? Zatańczymy?” – spytal uśmiechając się do mnie cudnie.
Chciałabym bardzo, ale zmeczona jestem. Chyba nie dam rady…”
„Dasz radę, Perełko Moja! – uśmiechnął się Ukochany calujac mnie w czoło – a poza tym od czego masz Mnie?!!”
Zaśmiałam się uszczęśliwiona. Chwilę później byliśmy już na jeziorze. Niebo ciemnialo. Słońce czerwono – złociste dotykało prawie jeziora. Tańczylismy. Ukochany trzymał mnie w Ramionach, obejmował i pływał po wodzie, wirowal, latał, opływal. Kręcił piruety!!! I całowal mnie. Ja wtulilam się w Umiłowanego mojego. Całkowicie, sercem, duszą i ciałem. Ukochany promienial cały uśmiechem.
„Spójrz, Perło!- nagle pokazał na słońce- niebo łączy się z ziemią!”
Spojrzałam… i… zamarłam w zachwycie! Zachód słonca… Ogniste słońce rozpływało się w wodzie… Ogień i woda. Łączyły się ze sobą, rozplywały się w sobie nawzajem.
„Przepiękne…- westchnęłam zachwycona. Spojrzałam w Umiłowanego. Nie patrzył na zachód, ale… we mnie – nie patrzysz?”
Uśmiechnął się cudnie…
„Mam piękniejszy widok niz wszystkie zachody słońca!!!” – patrzył we mnie.
Ucałowałam Go!!! A On… podał mi małą, kolorową zamkniętą muszlę.
„To dla Ciebie, Perełko!”
„Muszelka!!! Cudna!!! Dziękuję!!! Umiłowany, dziękuję!!!”
„Otwórz ją, proszę” – Umiłowany uśmiechał się tajemniczo, rozpromieniony cały.
Otworzyłam. I patrzyłam… patrzyłam w osłupieniu… W muszli była perła zawieszona na srebrnym łańcuszku… Prawdziwa perła!
Patrzyłam w oczy Umiłowanemu, wzruszona. Oczy Mu błyszczały ogniem, jak to zachodzące słońce.
„Perełka dla Mojej PERŁY!”- szepnął Umiłowany.
„Dziękuję!!!!” – szepnęło moje serce. Mi brakowało słów…
Ukochany wyjął perłę z muszli i zawiesił ją mi na szyi.
„Pasujecie do siebie!”- Ukochany patrzył mi w oczy. Miłość. Tylko Miłość…
„Jak można AŻ tak kochać?!”
„Wzajemnie, Perełko. Jak można?!”
Twarz przy twarzy, SERCE przy sercu, na jednym Krzyżu. Tańczylismy o zachodzie słońca. A niebo łączyło się z ziemią…
TANIEC O ZACHODZIE SŁOŃCA
Category: (NIE) MOJE MYŚLI