Leżałam na kwiatowej kanapie w altance Umiłowanego mojego. Leżałam obolała i tańcząca bardzo. Ukochany nakarmil mnie Swoim Ciałem i wziął na ręce. Przytulił mnie do SERCA Swego.
„Idziemy, Perełko Moja.”
Kiwnelam głową i wtulilam się w Najdroższego jeszcze bardziej. Nie pytałam dokąd idziemy. Nie potrzeba mi było wiedzieć. Ukochany powiedział że idziemy to idziemy. Tyle. W jednej chwili znaleźliśmy się na plazy. Bardzo dziwnej…. Strasznej, złowrogiej… A przed nami zobaczylam morze. Czerwone jak krew. Morze krwi. Było nieruchome. Nie było na nim ani jednej fali. A nad nim wisiały wielkie, szare i czarne chmury. W oddali widać było co i rusz błyskawice i nie słychać grzmoty. Atmosfera ogólnie była straszna, żeby nie powiedzieć przerażająca.
Spojrzalam w Umiłowanego mojego pytająco.
„To chyba nie jest… morze milosier…?” – spytalam wpatrując się w krwawe morze.
„Moje Miłosierdzie jest Oceanem, który nie ma końca. To morze na szczęście ma swój kres – odparł Najdroższy – To morze Mojej Męki, Mojego Cierpienia.”
Spojrzałam w Umiłowanego z przerażeniem, które zaraz przerodzilo się w zał… I ból serca.
„Ale nie tylko – Najdroższy patrzył we mnie bardzo poważnie a Jego spojrzenie przenikalo mnie na wskroś – To cierpienia całego świata.”
„Cierpienia całego świata??!! – zawołałam zdumiona do głębi – Nosisz w Swym SERCU cierpienia całego świata??!!!”
Najdroższy skinął głową w milczeniu. Za chwilę szepnal:
„Mało kto chce ze Mną w to morze wypływac. Najczęściej Sam muszę.”
Wypowiedział te słowa jakby po prostu ale ja wyczulam w nich wielki ból…
Ujęłam w obie dłonie Jego twarz i patrząc Mu prosto w oczy szepnęłam:
„Ja z Tobą popłynę!”
Teraz to On ujął moją twarz w Swe dłonie i patrzył mi w oczy.
„Cierpisz bardzo, prawda, Moja Maleńka?”
Patrzyłam Mu w oczy w milczeniu.
„Milczysz, Ukochana. Ale Ja widzę, że cierpisz bardzo… – patrzył we mnie z czułością – Pamiętasz jak spytałem Cię kim dla Mnie jesteś, bratem, siostrą, czy matką. Powiedziałaś, że matką. Ale nie rozumiałaś tego, nie wiedziałaś dlaczego. Zacząłem Ci tłumaczyć, ale nie dałaś MI dokończyć. Powiem to teraz. Cierpisz, tańczysz dla Mnie. A jednocząc się ze Mną, rodzisz Mnie w sercach innych ludzi. Dlatego jesteś Mi matką. I to jest władza Miłości.”
Patrzyłam w Najdroższego z szeroko otwartymi oczami i rozdziawionymi ze zdumienia!!! Umiłowany zamknął mi je pocałunkiem.
„Ja Ciebie rodzę???!!!” – wykrztusiłam z ledwością.
„W sercach innych”- dokończył Najdroższy z uśmiechem.
Serce tańczyło we mnie ze szczęścia wielkiego!!!
„Najdroższy!!! Dlaczego mi wtedy o tym nie powiedziałeś???!!!”
„Bo Mi przerwałaś” – Najdroższy wciąż się uśmiechał.
„To trzeba było na mnie krzyczeć!!! Najdroższy… przepraszam… już nigdy Ci nie przerwę!!!”
„Ja na nikogo nie krzyczę, Najmilsza – szepnął Umiłowany, całując mnie – A przerywać Mi możesz. To przywilej matki.”
Patrzył we mnie z tak wielką Miłością, że moje serce topniało, rozpływało się w Niej… Spojrzałam znow na złowrogie, krwawe Morze Cierpienia.
„Chcę wypłynąć z Tobą, Najdroższy. Pragnę! Nie chcę, żebyś pływał Sam… Pozwól mi…”
„Perło, tańczysz bardzo dla Mnie… Ale kiedyś wypłyniesz ze Mną. Obiecuję.”
„Dziękuję!”
Patrzyliśmy w Morze Cierpienia. Cierpieliśmy razem…
MORZE CIERPIENIA
Category: (NIE) MOJE MYŚLI