Umiłowany mój szedł trzymając mnie na rękach. Szedł w czymś co przypominało tunel. Nie wiem dokładnie bo tańczyłam bardzo i patrzyłam w Umiłowanego mojego, a nie gdzie idziemy. Najdroższy szedł dość długo. Też nie patrzył na droge, tylko we mnie. Patrzył poważnie ale łagodnie. Z Miłością wielką. Szedł więc dość długo. Aż wreszcie stanął.
„Spójrz, Perlo Moja!” – wskazał głową przed Siebie. Odwrócilam głowę i spojrzałam tam gdzie Najdroższy mój pokazywał. Spojrzałam i… zamarlam. Nie wiem nawet jak opisać to co zobaczyłam. Przypominalo to wielki wodospad. Albo raczej ściane. Łez. Łez niewiarygodnie wielka ilość. Spojrzałam w górę, łez nie było początku, spojrzałam na dół, łez nie było końca. Wszędzie LZY!!!
Spojrzałam pytająco w Umiłowanego. Patrzył we mnie z wielką powagą i tkliwoscia jednocześnie.
„To Łzy Litości Mojej, Maleńka.”
„Łzy Twojej Litości…” – wyszeptalam ni to do siebie ni to do Niego.
Patrzyłam w te Łzy… Na sercu zrobilo mi się dziwnie. Miękko. Byłam obezwładniona tym co zobaczyłam… Łzy Litości… Umiłowany płacze z litości! Tyle łez wylewa… Toż to są skarby najdroższe!!! I… zapragnęłam… mieć jedną taką Łzę.
„Czy mogę…?”
Ale Umiłowany pokiwal przeczaco głową.
„Nie, Perełko Moja… Poza tym Ty już masz już Moje Łzy. Nosisz Je na sobie.”
Otworzyłam szeroko oczy ze zdumienia!!!
„Mam Twoje Łzy??!! Noszę Je na sobie??!! Gdzie???”
W jednej chwili znalazłam się w naszej altance, na kwiatowej kanapie leżałam. A Najdroższy mój pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką.
„Gdzie, Najdroższy mój?!! – dopytywalam – suknia może??”
„Nie, nie suknia, Perełko – Umiłowany uśmiechnął się do mnie łagodnie – masz jeszcze ode Mnie pierścień, welon i…”
„Perłę!!!” – zawołałam zachwycona i zdumiona odkryciem!
Najdroższy pocałowal mnie i wyszeptal:
„Pamiętasz Perełko jak kiedyś na początku naszej Drogi Krzyżowej, kiedy Arcykapłan spytał czy to Ja jestem Mesjaszem, Synem Bożym. Kiedy odpowiedziałem że tak, On wykrzyknął że to bluznierstwo. Płakałem wtedy nad Nim. Łzy Mi ciekły po twarzy, a Ty Je całowalas. Pamiętasz?”
” Nigdy tego nie zapomnę…”
„Ta perła to tamte Łzy.”
Perła wisiała, była zawieszona na mojej szyi. Ujęłam je w obie dłonie i ucalowalam… Patrzyłam w Najdroższego mojego. W milczeniu. I ON patrzył we mnie… Słodko. Rozmyślalam w tym co powiedzial. Nagle zawołałam:
„Zaraz, zaraz! Powiedziałeś że płakałes nad Nim?! Myślałem że płakałes dlatego, że Ci Najdroższy było przykro, że…”
„Płakałem nad Nim. Nad biednym dzieckiem Moim. Nad Jego slepota płakałem.”
Patrzyłam Najdroższemu w oczy głęboko,
„Nade mną pewnie płaczesz często…”
Najdroższy rozpromienil się nade mną.
„Kiedyś, wiele lat temu plakalem nad Tobą, Perełko często. Teraz już nie. Teraz gdy myślę o Tobie to się uśmiecham.”
„Ja też kiedyś płakałam często. Teraz już nie – szepnęłam.
” Nocami, szczególnie, prawda?”- spytal, ale to nie było pytanie, stwierdził fakt raczej.
„Tak! Skąd wie…”
„Byłem wtedy z Tobą Kochana Perełko. Płakalismy razem.”
„A ja myślałam że jestem sama. I bardzo samotna…”
„Najmilsza Moja, nigdy nie byłaś sama. Ja zawsze byłem z Tobą. Jestem z Tobą. I zawsze będę.”
Ucalowalam Umiłowanego mojego z uwielbieniem i wdzięcznością. Najdroższy promienial bardzo. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. Tańczylismy w uśmiechu.
ŁZY LITOŚCI
Category: (NIE) MOJE MYŚLI