Noc. Leżę w łóżku tańcząca. Ciemno wszędzie. Wszyscy śpią. A ja leżę i uśmiecham się w ciemność. Do Ukochanego, do Najdroższego mojego się uśmiecham.
„Najdroższy mój…” – szepcze radośnie.
„Maleńka Moja!” – słyszę ciepły, łagodny głos Umiłowanego.
„Teraz też jestem w Twym SERCU, prawda?” – pytam uśmiechając się do Niego.
„Zawsze w NIM jesteś, Perełko Moja”- glos uśmiechał się do mnie.
I zobaczyłam przed sobą twarz Najdroższego mojego. Jasną, świetlista, promienna. Patrzył mi w oczy z miłością. I ja MU w oczy patrzyłam. Z uwielbieniem i zachwytem patrzyłam. W Miłości, uśmiecha i milczeniu. Patrzylismy w siebie nawzajem. Ukochany mój we mnie, ja w Umiłowanego. Trwalam w Obecności. W JEGO Miłości, Pokoju i JEGO świetle, blasku. W Najdroższym moim, w Maleńkim. Bez słów. Nie trzeba słów. ON wystarczy.
Znaleźliśmy się na wielkiej Łące. Tańczylismy. Umiłowany obejmował mnie i w tym tańcu mnie prowadzil. Tańczylismy po całej Łące. W pewnej chwili Najdroższy przestał tańczyć. Obejmował mnie i patrzył mi w oczy z czułością. Pochylil się i z uśmiechem szepnal mi do ucha:
„Teraz Ty prowadź, Maleńka Moja.”
Uśmiechnęłam się do Niego radośnie.
„Ja? Ale czy ja potrafię?”
„Potrafisz, Maleńka. Pięknie potrafisz!”
Znów się uśmiechnęłam do Najdroższego. Przytuliłam się do Niego. Ucalowalam Go w SERCE i położyłam na Jego SERCU głowę.
„A ja bym chciała tak tańczyć, Najdroższy…” – szepnęłam zachwycona.
Ukochany położył Swą dłoń na mojej głowie i szepnął z tkliwoscia wielką:
„Moja Śliczna, Słodka Moja Umiłowana!”
I tak tańcze. Z głową na SERCU Ukochanego.