Byliśmy na Łące przeswietlonej dziwnym światłem i pełnej kolorowych kwiatów. Najdroższy mój stał przede mną, obejmował mnie i patrzył mi w oczy z miłością. Patrzył tak cudnie i słodko… Patrzyłam w Najdroższego mojego z uwielbieniem, zachwytem i podziwem… Spojrzałam Mu w oczy i wyszeptalam:
„Pragnę Cię, mój Najdroższy mój Maleńki! Pragnę Ciebie!”
I zaczęłam całować SERCE Jego. Całowalam z miłością i czułością. Całowalam i całowalam…
Nagle znalazłam się w pustym, ciemnym kościele. Na ołtarzu stała piękna złota monstrancja w niej błyszczala w blasku wiecznej lampki bielutka Hostia. Kleczalam przed Umiłowanym moim. Wpatrywalam się w Niego z zachwytem.
„Pragnę Ciebie, mój Jezu, mój Maleńki… mój Najdroższy!”
Wtem zrobilo się jasno, bardzo. Bardziej niż w dzień! Byłam jakby w chmurach. Stałam na dole strony przede mną znajdowały się jakby schody z chmur… Prowadziły w górę, wysoko, wysoko. Ginęly w świetle. Stałam zaskoczona i zdumiona tym widokiem… Nagle usłyszałam śpiew! Śpiew, który nie da się z niczym porównać. Jakby dzwonki dźwięczne dzwoniące na wietrze… Cudny to był spiew!!!
„Alleluja! Alleluja! Alleluja!”
I w górze zobaczyłam Umiłowanego mojego! Wynurzył się ze światla na szczycie schodów i szedł, schodził do mnie. Patrzyłam jak urzeczona! Przecudny był!!! Przepiękny!!! Szedł do mnie promienny ogromnie. Szedł? Zbiegal po tych schodach. Jakby najszybciej chciał być przy mnie. Czekalam z bijącym ze szczęścia sercem! Wreszcie Najdroższy stanął przede mną. Uśmiechał się do mnie cudnie… Ujął moją twarz w Swe obie dłonie i ucalowal mnie.
„Wybrałem Ciebie, Perlo Moja do cierpienia wraz ze Mną. Ty z miłością przyjęłas to wybranie. Pragnę teraz dzielić Moją radość z Tobą Kochana Perełko! Chodź!”
Ujal mnie za rękę i prowadził po schodach w górę. W jasność. Wciąż było słychać śpiew:
„Alleluja! Alleluja! Alleluja!”
Szliśmy po schodach, wyżej i wyżej. Patrzyłam w Umiłowanego mojego uśmiechnięta i szczęśliwa bardzo! Tylko w Niego patrzyłam. I On tylko we mnie patrzył… Nagle zatrzymal się. Wziął mnie na ręce i przytulił do SERCA Najdroższego… I szedł tak w górę. Znaleźliśmy się w jasności wielkiej. Niby to były chmury, niby nie. Nie wiem. Nie interesowało mnie to, szczerze mówiąc. Patrzyłam tylko w Maleńkiego mojego. I ON tylko we mnie patrzył.
„Zatańczymy Maleńka Moja?”
„Tak Najdroższy!”
I Tańczylismy! Pięknie i lekko. Zwiewnie i delikatnie. Cudownie!
„Pragnę tak tańczyć z Tobą całą wieczność, Najdroższy!” – szepnęłam zachwycona.
„Będziesz! Będziemy tańczyć ze Mną całą wieczność, Maleńka!”
Tańczylismy… niebiańsko!
CAŁĄ WIECZNOŚĆ
Category: (NIE) MOJE MYŚLI