W komnacie SERCA Umiłowanego byłam. W ramionach Najdroższego mojego radośnie tańczyłam. Ukochany nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie z wielką Miłością i czułością wielką. Uśmiechałam się do Niego radośnie.
„Kontynuujemy naszą podróż, Maleńka!”
Uśmiechnęłam się do Umiłowanego. I w jednej chwili zrobiłam się przy Miriam i Józefie. Miriam jechała na osiołku, Józef go prowadził. Szli ulicami jakiegoś miasteczka. Miasteczko było małe, ale dużo ludzi chodziło po jego ulicach. Jedni szukali noclegu inni pytali gdzie się nożna zapisać. Domyślilam się, że to Betlejem. Miriam była już zmęczona ciągłym siedzeniem na nie bardzo wygodnym osiolku. Zbliżal się wieczór i Józef postanowił też poszukać noclegu. Chciał by Miriam położyła się wygodnie i wypoczela. Miriam nie mówila nic Józefowi, ale coraz częściej spoglądala na niego z niepokojem. Józef chodzil od domu do domu i pytal o miejsce na nocleg. Wszędzie odpowiedź była ta sama: „Nie ma miejsca!” Chodzil, pukal, pytał i… wracał do żony coraz bardziej przygnębiony. Przy którymś takim powrocie, Miriam wyznała mu swój niepokój:
„Józefie mój mężu… nasz Syn już niedługo…” – przerwała, ale Józef w mig pojął o co chodzi. Spojrzał na Nią z troską.
„Znajdę miejsce, choćby nie wiem co!”
Co chwilę pukal do innych drzwi:
„Moja żona niedługo urodzi! Proszę! Potrzebuję tylko trochę miejsca, kąta gdzie mogłaby się położyć. Wpuście nas, proszę!”
Albo:
„Moja żona rodzi! Wpuście nas, proszę!!!”
Chodził, biegal, prosił, błagal. Wszędzie odpowiadano, że nie ma miejsca. Tak doszli do ostatniej gospody w miasteczku. Józef podszedł do drzwi i zapukal. Otworzył mu gruby mężczyzna.
„Czego?!” – zapytal niegrzecznie.
Moja żona rodzi. Czy znalazł by się dla niej ką… ”
Gruby mężczyzną krzyknął, zatrzaskujac Józefowi drzwi przed nosem:
” Wszystko jest zajęte! Nie ma miejsca!”
Józef stał bezradny, ze spuszczona głową. Nie zauważył że przypatruje mu się inny mężczyzna. Patrzył na Miriam i Józefa. Szybko ocenil sytuację.
” Teraz w mieście, panie, miejsca nie znajdziesz. Pełne przybyłych na spis. Mogę pokazać wam miejsce za miastem. Wprawdzie niewygodne, ale zawsze coś!”
„Choćby jakiś kącik…”- jeknela Miriam cichutko.
Mężczyzna spojrzał na nią współczujaco.
„Za chwilę wracam. Zaczekajcie!”
Józef bez słowa skinął głową. A mężczyzna znikł. Pojawil się za niedługa chwilę niosąc w jednej ręce lampę oliwna, a w drugiej jakiś tobołek. Wyprowadzil Józefa i Miriam za miasto. Były tam groty dla bydła i pasterzy. Weszli do jednej z nich. Była zimna, brudna i ciemna. Mężczyzna postawił lampkę oliwna na półce kamiennej, dał Józefowi tobołek. Ukłonił się i wyszedł. Miriam i Józef zostali sami. Oliwna lampka oświetlala grotę. Józef rozejrzał się dookoła. W jednym kącie groty stał wół, a w drugim leżało kilka snopków siana i żłob. Józef szybko rozłożył siana robiąc posłanie dla żony. Na siano położył swój płaszcz. Pomógł Miriam zsiąść z osła i położyć się posłaniu.
„Odpocznij, Kochana moja!”
Miriam podziękowała mu spojrzeniem. Józef uwiazal osiolka przy wole. A sam usiadł na ziemi obok Miriam i czuwał.. Miriam spojrzała na męża i wyszeptala:
„Nasz Syn, Józefie, już blisko!”
Znów byłam w ramionach Najdroższego. Umiłowany patrzył we mnie promienny i piękny.
„Już blisko jesteś, Najdroższy mój!” – szepnęłam wpatrzona w Niego z zachwytem.
„’Blisko, Maleńka Moja. Coraz bardziej!”
Najdroższy tulil mnie do SERCA z czułością.
CORAZ BLIŻEJ
Category: (NIE) MOJE MYŚLI