Leżałam na łożu Miłości, Krzyżu. Przy Umiłowanym moim leżałam. Najdroższy patrzył we mnie z Miłością bezgraniczna. I ja w Umiłowanego mojego z miłością patrzyłam. Najdroższy mój nakarmil mnie Swoim Ciałem. Trzymał mnie w Ramionach i tulil mocno do Siebie. Wchodził we mnie z wielką delikatnością wielką. I ja w Niego wchodzilam….
Nagle znalazłam się w ciemności. Nie było ciemno, ale w komnacie SERCA Najdroższego jest bardzo jasno. Więc teraz wydalo mi się ciemno. Oczy musiały mi się przyzwyczaić. Kiedy już się przyzwyczaiłam, okazało się że jest noc. Niebo było pełne gwiazd. A nieopodal iskrzylo się ognisko. Podeszłam do niego. Wokół ogniska spało kilku mężczyzn. W różnym wieku, ubranych bardzo biednie. Jeden z nich siedział przy ogniu i czuwał. A raczej próbował czuwać. Co chwilę słyszałam głośne chrapanie. Niedaleko paslo się stado owiec. Nagle wielka swiatłość rozbysla na niebie, a z tej światłość wynurzyla się jeszcze jaśniejsza postać. Mężczyźni zerwali się na równe nogi a na ich twarzach malowało się przerażenie.
Jasna postać przemówila dźwięcznym, słodkim głosem:
„Nie lękajcie się! Oto zwiastuje wam wielką radość!! W Betlejem, mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, Chrystus Pan! A to będzie dla was znakiem: znajdziecie niemowlę owinięte w pieluszki i położone w żłobie!”
I nagle do jasnej postaci przylaczylo się wiele innych jasnych postaci i spiewalo! Pięknie perliscie, anielsko!
” Gloria! Gloria! Gloria!”
I… nagle wszystko znikło… Mężczyzni stali w osłupieniu jeszcze chwilę. Jeden z nich powiedzial:
„Musimy zobaczyć te dziwy!”
Inni pokiwali twierdząco głowami i zaczęli się zbierać. Jeden wziął dzban mleka, inny ser, jeszcze inni wzięli na ramiona owce. I poszli do miasta. Poszłam razem z nimi. Na rozgwieżdżonym niebie błyskala gwiazda wiele większa od innych gwiazd. Gwiazda Zbawiciela.
Znów leżałam przy Umiłowanym moim. Patrzyłam w JEGO oczy głęboko… I On patrzył mi w oczy.
„Przyszedłes do najbiedniejszych, opuszczonych, odrzuconych…” – szepnęłam wpatrzona w Niego.
„Sam byłem najbiedniejszy, opuszczony i odrzucony, Maleńka Moja!”
„Tak…”
Rzuciłam się Najdroższemu na szyję i dziękowałam za to że zechciał przyjść na ziemię, żeby nas zbawić. Żeby zbawić każdego osobiście. Żeby zbawić mnie.
ŻEBY ZBAWIĆ
Category: (NIE) MOJE MYŚLI