Tańczylismy bardzo. Umiłowany mój i ja. Tańczylismy bardzo w Światłości wielkiej, bardzo jasnej i ciepło i cichej i przyjaznej. Najdroższy obejmował mnie z tkliwoscia i w tańcu prowadził. Patrzył we mnie rozpromieniony Miłością i zachwytem. I ja patrzyłam w Słodkiego mojego z miłością i uwielbieniem. Patrzyłam… I rozmyślalam.
Wczoraj usłyszałam piękną definicję powołania. 'Idziesz drogą swego powołania, gdy to co robisz sprawia, że jesteś bardzo szczęśliwa, spełniona, a jednocześnie to co robisz pomaga innym ludziom, jest dla nich korzyścią’. I zaczęłam wymieniać to co w życiu sprawia że jestem szczęśliwa i jednocześnie w jakiś sposób pomaga innym: taniec, malowanie, pisanie bloga, układanie modlitwy wiernych…
Tańczylismy bardzo. Najdroższy patrzył we mnie z ogniem Miłości w oczach… Ja patrzyłam w Niego i rozmyślalam dalej:
„Jednak jest Coś jeszcze… Coś innego. Coś więcej. Coś ponad to wszystko co wymienilam!”
Stanęłam i ujęłam twarz Maleńkiego mojego w obie dłonie.
„To bycie z Tobą, Najdroższy mój! Bycie z Tobą! Bycie z Tobą sprawia, że jestem szczęśliwa bezbrzeznie i spełniona bez miary! A jednocześnie moje bycie z Tobą pomaga innym! Bycie z Tobą to moje powołanie!”
I patrząc w oczy Umiłowanemu mojemu, dodałam:
„Wiesz, kiedyś tak rozmyślalam, że jakbym była zdrowa, albo nagle ozdrowiala to bym od razu poszła do zakonu! Do Karmelitanek bym poszła! Natychmiast!!!”
Najdroższy teraz ujął moją twarz w Swe dłonie.
„Ty już jesteś w zakonie, Moja Śliczna! W Moim Osobistym zakonie jesteś!”
„W Twoim Osobistym…!” – wyszeptalam szczęśliwa bez granic!
Maleńki przytulił mnie do SERCA Swego. Całą mnie wtulil do SERCA… Trwaliśmy serce przy SERCU… Z Rany SERCOWEJ wyszła bielutka Hostia i weszła do serca mojego.
„Cały Twój i cały dla Ciebie, Maleńka!”
„Cała Twoja i cała dla Ciebie, Maleńki!”
Tańczylismy bardzo! Umiłowany mój i ja. Tańczylismy bardzo. W intymności wielkiej!