Najdroższy mój siedział w szczelinie skalnej na kamieniach. A ja siedziałam u Niego na kolanach. Maleńki obejmował mnie z Miłością. Był cały dla mnie i cały mój. A raczej cały we mnie, dla mnie i cały mój! I ja byłam cała w Umiłowanym moim, cała Jego i cala dla NIEGO. Położyłam głowę na Jego ramieniu i wtulilam się w Maleńkiego mojego jeszcze bardziej.
„Jak mogę Ci usłużyć, mój Śliczny?” – spytalo moje serce.
„Służysz Mi, bardzo pięknie. Lecz teraz odpocznij we Mnie, Slicznosci Moja. Dobrze?”
Moje serce przytaknelo.
„Jak mogę Ci usłużyć, Najmilsza Moja?” – spytalo SERCE Najdroższe.
„Służysz mi, mój Słodki. Ale teraz odpocznij we mnie. Dobrze?”
SERCE Najdroższe przytaknelo.
Moje serce było pełne pokoju. A w głowie zaczęły się kłębic różne myśli: „Jak ON może ci służyć?! Przecież jest Bogiem!!! Bóg nie może nikomu służyć! Stwórca nie może służyć stworzeniu! To stworzenie ma służyć Stwórcy!!!”
I inna myśl: „Ale przecież On sam powiedział że nie przyszedł na świat po to by Mu sluzono, ale aby służyć! Od narodzenia służy ludziom. Więcej! Od stworzenia świata służy człowiekowi!!! I mi służy! Miłością!!!”
Poprzednia myśl uciekła!
Podnioslam głowę i patrzyłam w Umiłowanego mojego.
„Wiesz mój Maleńki? Do niedawna myślałam że ja nie potrafię służyć… że nie umiem. Bo przecież tak niewiele potrafię zrobić. Ty mnie nauczyłes, że mimo to mogę służyć. I służę!”
„Służysz, Maleńka. Miłością i tańcem!!! I Ja służę.”
Najdroższy uśmiechnął się do mnie cudnie.
„Wiem…! Ale teraz odpocznij we mnie. Proszę!”
„Z wielką radością, Maleńka Moja!”
Znów położyłam głowę na ramieniu Najdroższego mojego. Odpoczywalam w Nim. A ON, mój Słodki we mnie odpoczywal.