Byliśmy w górach mojej modlitwy. Umiłowany mój i ja. Na jednym ze stoków górskich, na trawie zielonej leżałam. Leżałam i patrzyłam w Najdroższego, który pochylal się nade mną cały. Zasłanial mi całe niebo. On był moim Niebem. Jak we mnie patrzył promienny i piękny niezmiernie… Był nie tylko Niebem, ale i Słońcem moim!
„Teraz Ty, Moja Śliczna, jesteś w niewoli Mojej!” – wyszeptal Najdroższy z ogniem Miłości w oczach.
„Suuuuperrr!!!” – wyrwało mi się z głębi serca.
Najdroższy rozpromienil się ogromnie! Zaśmiał się w głos! Dźwięcznie, perliscie, radośnie! Uśmiechałam się do Niego od ucha do ucha!
„Niedługo chciałbym Cię zabrać ze Sobą do Mojego ogrodu, Maleńka Moja!”
„Do ogrodu?” – spytałam z zaciekawieniem.
„To sad raczej. Gaj oliwny. Getsemani się nazywa”- wyszeptal Najdroższy wpatrzony we mnie.
„Dobrze, mój Słodki!” – szepnęłam z lekkością.
„Zobaczysz, pięknie będzie!” – wyszeptal Maleńki, wciąż patrzył we mnie. Głęboko. Mówił z lekkością i uśmiechał się do mnie. Ale w Jego głosie słychać było ciężar. Wiedziałam że mówi o bólu, samotności, odrzuceniu… krwawym pocie…
„Kocham Ciebie moj Maleńki i pójdę z Tobą gdziekolwiek Ty pójdziesz!” – szepnęłam z miłością i uśmiechem.
„Wiem, Maleńka Moja!”
Najdroższy zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałowal. Pocałował jak Oblubieniec Swą oblubienice całuje. Wziął mnie w objęcia, nakarmili mnie Swoim Ciałem i tulil do SERCA Swego.
„Cieszę się że zabierasz mnie ze Sobą, Najdroższy! Bardzo!!!”
„Ja także, Maleńka! Odpocznij teraz”.
Umiłowany otulał mnie Sobą. Odpoczywałam w Miłości…