Byliśmy w Getsemani. Umiłowany mój i ja. Ja siedziałam na ziemi oparta o kamień. Najdroższy położył się obok mnie na ziemi, a głowę położył na moich kolanach. Była noc, księżyc jakby zbladl. Robiło się coraz ciemniej. Najdroższy patrzył we mnie z ogniem Miłości w oczach. Cały płonąl Miłością… Patrzyłam w Najdroższego z miłością i uwielbieniem. Dotykalam Jego policzka i głaskalam go z czułością…

„Śliczna Moja! Patrz jak Mój TATA Cię kocha!!! Zobacz jak Ciebie kocha!!! Posłał Mnie na ziemię, abym Cię zbawil! Żebym za Ciebie poszedł na Krzyż i zmart…”

Przerwałam Umiłowanemu mojemu gwałtownie!

„Tak!!! To ja powinnam iść na krzyż!!! A Ty poszedłes za mnie! To ja powinnam…!”

„Sama z siebie zbawić się nie możesz. Nie jestes w stanie. Mógł to zrobić tylko Ktoś taki jak JA. Bóg – Człowiek. Prawdziwy Bóg i prawdziwy Człowiek!”

„Poszedłes za mnie na Krzyż!”

„Z miłości do Ciebie, Maleńka…”

„Z miłości do mnie poszedłes na Krzyż…”

„I zmartwychwstalem z miłości do Ciebie!!! Zbawilem Cię przez Krzyż i Zmartwychwstanie, Maleńka Moja!!!”

„To niepojęte jak bardzo mnie kochasz!!!”

„Pragnąłem przywrócić Ci pierwotne piękno. Piękno z Ogrodu Rajskiego. Pragnąłem żebyś żyła ze Mną wiecznie… Pragnąłem mieć Ciebie zawsze przy Sobie!!!”

Maleńki nakarmił mnie Swoim Ciałem… i patrzył we mnie… Miłość sama… Patrzyłam w Najdroższego mojego… A moje serce było ponizone i wywyzszone zarazem. Poniżone świadomością własnej grzesznosci, a wywyższone Miłością Maleńkiego mojego. Jednak… to wywyższenie było jednocześnie miażdżeniem. Serce moje było miażdżone… jak oliwka. Miażdzone Miłością Umiłowanego. Pierwszy raz czegoś takiego doświadczałam i byłam niezmiernie szczęśliwa…

Maleńka MOJE MYŚLI

Dodaj komentarz