W każdej chwili mogę przerwać pisanie…
Byliśmy w Getsemani. Umiłowany mój i ja. Najdroższy siedział na ziemi oparty o kamień, a mnie trzymał w Swych ramionach. W objęciach Maleńkiego mojego leżałam. Cała obolała i zmęczona cała. Cała cierpiąca i tańcząca cała! Bolało mnie całe ciało, każdy mięsień, nerw, kosteczka, staw. Leżałam bez sił. Jak kloda. Z zamkniętymi oczami leżałam. Nie miałam siły żeby podnieść powieki i otworzyć oczy.
„Naj…” – próbowałam.
„Ciiii Maleństwo Moje… ciiii… Ja jestem z Tobą. I wszystko rozumiem!”
Maleńki nakarmil mnie Swoim Ciałem. Tulił mnie do SERCA mocno, mocno.
Lezalam w Jego objęciach. Zanurzona w Miłość. Otulona Miłością. Ukryta w Miłość. Cała w Umiłowanym moim, cała w Maleńkim… Tańczylam dla NIEGO bardzo! I taka tańcząca leżałam i uśmiechałam się do Niego cała! Najpiękniej jak potrafilam… Mimo cierpienia. Na przekór cierpienia! Uśmiechałam się do Ślicznego mojego…! Cała w NIM zanurzona!
A to że dałam radę napisać te notke to JEGO Cud!