O SLUZENIU

Byliśmy w Getsemani. Umiłowany mój i ja. Najdroższy siedział na kamieniu i trzymal mnie w objęciach. Patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości. I ja patrzyłam w Najdroższego z miłością.

„Wczoraj wieczorem bardzo źle się czułam. Ale teraz juz lepiej, dzięki Tobie, Maleńki mój!”

I dodałam z uśmiechem:

„Jak mogę Ci usłużyć, mój Słodki?”

Najdroższy rozpromienil się ogromnie nade mną!

„Służysz Mi bardzo, Maleńka Moja! Sluzysz Mi swą bezradnościa, bo dzięki niej Ja mogę się Tobą opiekować i o Ciebie. Służysz Mi swą bezbronnoscia, bo dzięki niej Ja mogę Cię chronić i strzec. Służysz Mi swą bezsilnościa, bo dzięki niej Ja mogę okazać Swą siłę i moc. Służysz Mi swym uśmiechem, bo dzięki niemu Ja mogę uśmiechać się do innych ludzi. Służysz Mi swym cierpieniem, bo łączę je z Moim cierpieniem i ofiaruję je TACIE. A w Twojej modlitwie odpoczywam!!!”

„Nie mogę się temu nadziwić…”-szepnęłam.

Najdroższy patrzył we mnie z zachwytem i uwielbieniem…

„Dziwi Cię, że odpoczywam w modlitwie Twojej, Maleńka? Gdyby ktoś w sercu swoim układał najpiękniejsze nazwy o Tobie…”

I moje serce zaczęło szeptac:

„Uwielbiam CIEBIE mój Najdroższy! Mój najcudniejszy! Najczulszy! Najlaskawszy! Najsliczniejszy! Najpiękniejszy! Mój Uśmiechnięty, Najradośniejszy! Najtkliwszy! Łaskoczacy! Pieszczący! Rozpieszczajacy mnie! Najslodszy! Mój Zachwycający! Umiłowany mój!!!”

„To też byś odpoczywala! – dokończył Najdroższy. A zaraz potem wyszeptal z ogniem Miłości w oczach:

„Twoja modlitwa jest Niebem dla MNIE!!!”

„Że niby… jak to…???!!!”- wymamrotalam z trudem. Najdroższy zamknął mi usta pocałunkiem…. I patrzył we mnie pełen zachwytu… Patrzyłam Mu w oczy z uwielbieniem… Milczeliśmy długo.

„A prawda, że chorzy mogą służyć zdrowym?”

„Tak. Na przykład modlitwą…” – zaczął Maleńki z uśmiechem. Przerwałam Umiłowanemu:

„Modlitwą też, oczywiście. Ale ja miałam coś innego na myśli!”

I opowiedziałam Najdroższemu pewną historię:

„Moje Duchowe Dziecko, Córeczka jest bardzo chora. I jak ktoś do niej przyjdzie w odwiedziny to ona mu bardzo dziękuje za to że przyszedł. Dziękuje i dziękuje. Aż do przesady.

-Ty tak nie dziękuj, Kochanie – mówię do niej – to oni powinni ci dziękować, że mogą do ciebie przychodzić! Dzięki temu mogą dobry uczynek zrobić!

Córeczka się zaśmiała i powiedziała że może mam i rację.

Najdroższy uśmiechnął się do mnie cudnie.

„Bo masz, Maleńka Moja!” – wyszeptal z czułością.

Nakarmil mnie Swoim Ciałem. Uwielbialam Go z całego serca!

Dodaj komentarz