PORANEK W TRAKCIE BURZY

Na zewnątrz mnie trwa ciągła burza. Raz większa, raz mniejsza. Ale ciągle grzmi. Wczoraj natarla z wielką siła!!! Grzmoty i pioruny walily w moje biedne serce! Jak głazy, kamienie raniły…

Byliśmy w Getsemani. Umiłowany mój i ja…

Lezalam w ramionach Najdroższego mojego. Ze zbolałym, poranionym, ścisniętym sercem. Najdroższy mój tulil mnie z wielką Miłością do SERCA Swego. Patrzył we mnie z tkliwoscia i wielkim wzruszeniem. Leżałam zmęczona i bez sił. Umiłowany zbliżył Swą twarz do serca mojego. Zaczął je całować… obsypywać pocałunkami… Mój Słodki… I tak leżąc zobaczyłam obraz przepiękny… przecudny… Zobaczylam siebie jako małą dziewczynkę. Malutką, cztero – pięcioletnia. Tańczyłam beztrosko na Łące pełnej stokrotek! Wśród światła w słońcu! Tańczyłam w szczęściu i wielkiej radości! Gdy nagle… w oddali zobaczyłam Najdroższego mojego!!! Stał cały rozpromieniony Miłością i uśmiechem!!! Patrzył we mnie z zachwytem i uwielbieniem!!!

„Maleńki mój!!!” – szepnęłam z entuzjazmem. I zaczęłam biec do Niego! Jak na skrzydłach leciałam!!! A ON złapał mnie w powietrzu i zawirowal wkoło!!! Z radością wirowal! I śmiał się głośno, perliscie! I cieszył się mój Śliczny!!! Mną się cieszył!!! Cieszył się!!! Cieszył… I ja cieszyłam się niezmiernie!!! Ogromnie!!!

Obraz znikł. Leżałam w ramionach Najdroższego mojego. A ON nadal całowal moje serce… Pomyślałam że ten obraz jest dla mnie jak poranek w trakcie burzy! Jak poranek! Jak promień światła!

Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem i dalej całowal moje serce. Wciąż całuje!

Leave a Reply