Byliśmy w Getsemani. Umiłowany mój i ja. Umiłowany siedział na kamieniu obok drzewa oliwnego. A ja… chciałam pójść dzisiaj spowiedzi. Po wcześniejszym zrobieniu rachunku sumienia, teraz przepraszalam Umiłowanego mojego za moje grzechy. Ukleklam przed Nim, ujęłam dłoń Najdroższego, ucalowalam Ranę… Całowalam z tkliwoscia i czcią.

„Przepraszam Jezu, że Ciebie zranilam… Żałuję… Bardzo…”- szeptalo moje serce.

Ujęłam drugą dłoń Maleńkiego mojego i ucalowalam Ranę Jego…
„Przepraszam Jezu, że Ciebie zranilam… Żałuję… Bardzo…” – szeptalo moje serce…

Pochyliłam się i zaczęłam całować JEGO stopy, Rany na stopach…

„Przepraszam Jezu, że Ciebie zranilam… Żałuję… Bardzo…” – szeptalo moje serce…

Przylgnęłam do SERCA Najdroższego… Ucalowalam Ranę JEGO… Ze czcią i namaszczeniem wielkim.

„Przepraszam Jezu, że Ciebie zrani…”- nie dokończylam. Najdroższy mi nie pozwolił. Wstał. I stał przy mnie. Klęczałam przed Umiłowanym moim. A ON mnie podniósł z delikatnością wielką… Stanęłam przed Najdroższym ze skruszonym sercem… A ON patrzył we mnie poruszony i wzruszony. Miłość sama… Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałowal… I natychmiast znaleźliśmy się w Światłości… W wielkiej Swiatłości! Maleńki trzymał mnie w objęciach. Przed nami zobaczyłam jakby wielką kamienna studnię, jakby mise. Była pełna czerwonej Cieczy. Pełna po brzegi… Najdroższy pochylił się nad nią.

„Jeśli pozwolisz, Maleńka Moja, umyje Ciebie i będziesz czysta!” – wyszeptal Najdroższy z ogniem Miłości w oczach. Kiwnełam głową, że tak. I Umiłowany mój zanurzyl mnie całą w czerwonej Cieczy… Poczym wyjął mnie. Przytulił do SERCA Swego i obsypywal pocałunkami… Mój Słodki!!!

Maleńka MOJE MYŚLI

Dodaj komentarz