Byliśmy w górach mojej modlitwy. Umiłowany mój i ja. Na jednym ze stoków górskich, na trawie zielonej leżałam. Leżałam tańcząca bardzo intensywnie i bardzo zmęczona leżałam. Najdroższy był przy mnie czuły i delikatny. Klęczał przy mnie. Pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką i patrzył we mnie…. Miłość sama! Patrzyłam w Maleńkiego mojego zakochana i szczęśliwa cała…
“Zauważyłaś, Maleńka Moja, że coraz rzadziej upadasz?”- wyszeptal Najdroższy z ogniem w oczach. Uśmiechnęłam się do Umiłowanego mojego z radością.
“A ciekawe czyja to zasługa?! Trzymasz mnie w Swych dłoniach to i upadam rzadziej. Gdybyś tylko mnie z Swych dłoni wypuścił… “
“Oddalas Mi się całkowicie w Me dłonie więc Cię trzymam. I nie wypuszczę Cię!”
Patrzyłam w Najdroższego z miłością i uwielbieniem. I z wielką wdzięcznością!
“Wiesz mój Słodki, na niebie mojego życia nieustannie trwa burza… Grzmi i huczy. Pioruny walą w moje serce. A ono jest spokojne, szczęśliwe i radosne! Bo jest w Twoich dłoniach!!!”
“Oddalas Mi się całkowicie w Me dłonie więc Cię trzymam!” – wyszeptal Najdroższy z prostotą.
“Dziękuję, że mnie przyjąłes, mój Śliczny!!!”
“Taki dar, dar siebie, Ja zawsze przyjmuje z wielką radością!”
Maleńki zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałowal. Pocałował mnie jak Oblubieniec caluje Swą oblubienice. Trwalismy w Miłości i bliskości bez granic…