Byliśmy w szczelinie skalnej. Najdroższy mój i ja. Umiłowany siedział na kamieniach i trzymał mnie w ramionach. W Jego objęciach leżałam. Jak martwa. Bez sił. Z zamkniętymi oczami leżałam. Z porozdzieraranym, posieczonym przez pioruny zranionym sercem… Wczorajsza burza osiągnęła apogeum. Na niebie mojego życia pociemnialo. Pioruny walily prosto w moje serce i raniły je niemiłosiernie.

I teraz leżałam w ramionach Najdroższego z poranionym, krwawiacym sercem. Najdroższy je z tkliwoscia wielką dotykał… całowal i pieścil. Zalewal rany oliwą Miłości. Maleńki obejmował mnie z czułością. Przytulał. Otulał mnie Sobą. Zanurzał w Sobie. Zatapial w Miłości. Zamykał w Sobie i otwierał na Siebie. Moje serce znów było przy SERCU Umiłowanego… Wtulone w NIE. Z SERCA Najdroższego wyszła Hostia i weszła w moje serce. Najdroższy wszedł do mego serca… A ja byłam cała Jego!!! Cała Ślicznego mojego! Tylko ON wie przez co przechodzę. Tylko ON wie co przeżywam i czego doświadczam! Tylko ON mnie rozumie. I tylko ON potrafi sprawić że moje serce znów jest szczęśliwe, radosne i pełne pokoju. Tylko ON!!! Umiłowany mój!!!

Maleńka MOJE MYŚLI

Dodaj komentarz