Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulil do SERCA Swego. Leżąc na SERCU Maleńkiego mojego rozmyślalam o dzisiejszej Ewangelii:
„Jezus opowiedział swoim uczniom następującą przypowieść: Pewien człowiek, mając się udać w podróż, przywołał swoje sługi i przekazał im swój majątek. Jednemu dał pięć talentów, drugiemu dwa, trzeciemu jeden, każdemu według jego zdolności, i odjechał. Zaraz ten, który otrzymał pięć talentów, poszedł, puścił je w obrót i zyskał drugie pięć. Tak samo i ten, który dwa otrzymał; on również zyskał drugie dwa. Ten zaś, który otrzymał jeden, poszedł i rozkopawszy ziemię, ukrył pieniądze swego pana. Po dłuższym czasie powrócił pan owych sług i zaczął rozliczać się z nimi. Wówczas przyszedł ten, który otrzymał pięć talentów. Przyniósł drugie pięć i rzekł: Panie, przekazałeś mi pięć talentów, oto drugie pięć talentów zyskałem. Rzekł mu pan: Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana! Przyszedł również i ten, który otrzymał dwa talenty, mówiąc: Panie, przekazałeś mi dwa talenty, oto drugie dwa talenty zyskałem. Rzekł mu pan: Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana! Przyszedł i ten, który otrzymał jeden talent, i rzekł: Panie, wiedziałem, żeś jest człowiek twardy: chcesz żąć tam, gdzie nie posiałeś, i zbierać tam, gdzieś nie rozsypał. Bojąc się więc, poszedłem i ukryłem twój talent w ziemi. Oto masz swoją własność! Odrzekł mu pan jego: Sługo zły i gnuśny! Wiedziałeś, że chcę żąć tam, gdzie nie posiałem, i zbierać tam, gdziem nie rozsypał. Powinieneś więc był oddać moje pieniądze bankierom, a ja po powrocie byłbym z zyskiem odebrał swoją własność. Dlatego odbierzcie mu ten talent, a dajcie temu, który ma dziesięć talentów. Każdemu bowiem, kto ma, będzie dodane, tak że nadmiar mieć będzie. Temu zaś, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma. A sługę nieużytecznego wyrzućcie na zewnątrz – w ciemności! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów.”

„Góra czuwa!” – moja mama

Długo zastanawialam się o czym napisać… Zagłębiac się w teologiczne rozprawy….? Szybko jednak zorientowałam się, że to nie dla mnie, że się do tego nie nadaje.
Postanowiłam więc najprościej. Opowiem o talencie, który dostałam od Boga. O umiejętności malowania. Odkąd pamiętam zawsze lubiłam malować. Pamiętam jak miałam 5, może 6 lat i siedziałam w kuchni u babci i trzymając kredke w zębach rysowalam. Potrafilam zabazgrac całe zeszyty rysując historyjki o misiu. Pamiętam też, że od malenkosci wiedziałam że chcę być malarką. Że ‚będę studiować na Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie’ – tak odpowiadałam gdy ktoś mnie pytał kim chce zostać gdy dorosne. Wygórowane miałam marzenia… 😁Dorośli kiedy mnie słuchali uśmiechali się poblazliwie… Chyba nie brali tego poważnie. Ja jednak jestem uparta 😁uparcie i wytrwale dążylam do celu.
Gdy byłam starsza zaczęłam malować farbami. Spodobało mi się to bardzo. I namiętnie malowalam bukieciki… Malowanie pociągalo mnie coraz bardziej. Wzięłam udział w konkursie na plakat o pokoju i zdobyłam wyróżnienie. W nagrodę dostałam duże pudło farb olejnych. Był to dla mnie znak, że Pan Bóg chce żebym została malarką. Do liceum plastycznego dostałam się na podstawie moich prac. Na początku nauka malowania szła mi „pod górkę”. Zostałam rzucona na głęboką wodę. Musiałam sprostać nie tylko wymaganiom nauczycieli, którzy nie stosowali wobec mnie żadnej taryfy ulgowej (i bardzo dobrze!!!), ale i, a może przede wszystkim własnej niepełnosprawnosci. Jednak dzięki Bogu, uporowi i wytrwałości dałam radę. W trzeciej klasie „plastyka” zostałam wybrana, żeby namalować plakat na marszobieg organizowany przez Arkadiusza Skrzypaszka i Anete Kreglicka. Namalowalam. Potem całe miasto było oklejonie moim plakatem. A ja za jego namalowanie dostalam od sponsorów swój pierwszy komputer. Jakiś czas później w moim domu pojawił się internet. A jeszcze później założylam bloga. Można powiedzieć że piszę do Was dzięki mojemu malowaniu.
Choć nie skończyłam Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, uważam że spełniłam marzenie z dzieciństwa. Ciągle spełniam. A raczej to Najdroższy spełnia we mnie Swoje Marzenie. Dal mi zdolności, upór, wytrwałośc, zacięcie. Ale przede wszystkim dał mi pasję!!!! I uśmiecha się z moich obrazów! Tak! Najdroższy uśmiecha się z moich obrazów! Do mnie i do oglądających je.
Bardzo mnie oburza jeśli ktoś nazywa mnie „artystką” a moje obrazy „dziełami”. Ja po prostu cieszę się że malowaniem! Gdy maluję, jestem w swoim żywiole! I myślę że rozwijam talent dany mi od Boga… Ciągle chcę rozwijać! I malować na Jego chwałę!

Maleńka MOJE MYŚLI

Dodaj komentarz