Byłam w ramionach Najdroższego mojego. W Jego objęciach leżałam obolała bardzo i bardzo zmęczona. Bez sił prawie. Maleńki pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką i patrzył we mnie… Cały był Miłością i cały był dla mnie. Leżałam z przymkniętymi oczami. Nie miałam siły żeby podnieść powieki.
„Zmęczo…” – zaczęłam z trudem.. Umiłowany zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i zamknął mi usta pocałunkiem. Delikatnym i słodkim. Potem zaczął całować moje obolałe i zmęczone ciało…. Całowal… Pocałunek przy pocałunku. Pocałunek przy pocałunku… A z każdym pocałunkiem zanurzał mnie w Sobie. Głębiej i głębiej… Wchodzilam w Najdroższego mojego bardziej i bardziej. Zatapial mnie w Sobie… Byłam jakby w ciemności, która ciemnościa nie była. Najdroższy całowal moje serce. Ożywial je, znów kwitlo. Leżałam na SERCU Najdroższym. Na SERCU Maleńkiego mojego leżałam. Z Rany SERCOWEJ wyszła bielutka Hostia weszła we mnie. Śliczny mój wciąż mnie całowal….
„Cóż to za Miłość!!! Tak wielka! Poszła za mnie na Krzyż!!! Za mnie biedę i nędzę samą! Ucalowal mnie. Ucalowal mnie z moimi brudami grzechami…. I umarł z miłości do mnie!!! SERCE Najdroższe pękło z MIŁOŚCI!!! Cóż TO za MIŁOŚĆ??!! Jak można TAK kochać??!! AŻ TAK!!!”
Umiłowany wciąż całuje moje obolałe i zmęczone ciało…. Delikatnie i słodko…

Maleńka MOJE MYŚLI

Dodaj komentarz