Byliśmy w szczelinie skalnej. Najdroższy mój i ja. Umiłowany siedział na kamieniach a ja siedziałam u Niego na kolanach. Maleńki obejmował mnie z czułością i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości i bliskości. Cały był Miłością, cały był mój i dla mnie cały! A ja cała Jego i dla Niego cała! Patrzyłam w mojego Ślicznego zakochana do szaleństwa i zachwycona cała!
„Wczoraj byłam u spowiedzi… Podniosles mnie, wybaczyles, obmyłes…” – szepnęłam wpatrzona w Niego ze wzruszsniem.
Umiłowany zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałowal w czoło i patrzył we mnie z ogniem Miłości w oczach.
„Zawsze Cię podniose, wybacze, obmyje. Jesteś Moim dzieckiem, Moją śliczna córeczką!”
„Ale potykam się i upadam…”
„Każde maleńkie dziecko, które dopiero uczy się chodzić, często się potyka, upada i się ubrudzi. Wola wtedy swego Tatę na pomoc. A ON od razu Swe dzieciątko podniesie, weźmie w ramiona, utuli, ucaluje, umyje, ubierze w czystą szatę!”
Rzuciłam się na szyję Słodkiemu mojemu!!! Obsypalam Go buziakami, całuskami!!! Jak maleńkie dziecko!!! A ON cieszyl się mną!!! Cieszył się mną niezmiernie!!! Potem przytuliłam policzek do Jego policzka.
„Najdroższy mój!!! Umiłowany mój!!!!”
Maleńki objął mnie całą… Zanurzył w Sobie. Wtulil mnie w Siebie…
„Moja mała…” – wyszeptal z tkliwoscia bezdenna.
Trwalismy razem. SERCE przy sercu. Z SERCA Najdroższego wyszła Hostia i weszła we mnie.
Śliczny mój tulil mnie w Swoich objęciach. Byłam Jego dzieciątkiem, Jego niemowlęciem… I rozplywalam się w Jego Miłości. Rozplywalam się w Najdroższym, w moim Ślicznym. W MIŁOŚCI mojego życia….

Maleńka MOJE MYŚLI

Dodaj komentarz