Site Overlay

MÓJ UŚMIECH

Byłam w ramionach Jezusa. W Jego objęciach leżałam. Obolała po całodziennej burzy i zmęczona bardzo… Jezus był ze mną, po prostu. Tulił mnie do SERCA. Patrzył we mnie z czułością i oddaniem. Cały był Miłością i cały był dla mnie. Patrzyłam w mojego Jezusa z miłością. Patrzyłam, a On przypomniał mi sytuację z dnia wigilijnego:
Siedziałam przy łóżku mojego chorego Duchowego Dziecka. Ono leżało z przymkniętymi oczami. A ja siedziałam przy nim z obolałym sercem… „W każdym najtrudniejszym i najważniejszym momencie mojego życia było przy mnie. A teraz…” – pomyślałam z bólem. „A teraz Ty przy nim jesteś! Teraz Ty jesteś przy swoim Dziecku, Moniko!” – usłyszalam cichy, łagodny głos w głębi serca. „Tak. Jestem. Ale ono już nawet tego nie widzi…” „Ale Ja widzę! To wystarczy” – wyszeptał głos w głębi mojego serca. Słowa te dodały mi otuchy i wlały pokój w serce!
Leżałam w objęciach Jezusa… On niczego nie tłumaczył, nie moralizował. Był ze mną, po prostu. Z jednej strony bolało mnie serce bo widziałam, że moje kochane Dziecko już odchodzi… Coraz szybciej, odchodzi. A z drugiej strony w moim sercu panował pokój. Bo wiedziałam, że odchodzi do Niego. Do Jezusa!
Patrzyłam Mu w oczy głęboko. I mimo bólu, uśmiechnęłam się do Jezusa promiennie! Od ucha do ucha! Całą sobą!!! Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swą Oblubienice! Czule i słodko! I przytulił Swój policzek do mego policzka… Trwaliśmy w Miłosci i bliskości bez granic!

Leave a Reply

WP2Social Auto Publish Powered By : XYZScripts.com
Scroll Up