POTRAFIĘ!

Tańczylismy bardzo! Mój Jezus i ja. Tańczylismy w Otchłani Smutku. Wokół nas było ciemno i smutno i zimno i zewsząd zionęło pustką. Jezus obejmował mnie z tkliwością i w tańcu prowadził. Patrzył we mnie płonący cały miłością. I ja w Niego patrzyłam płonąca miłością. Tańczylismy… W pewnej chwili rozejrzałam się wokoło.
„Wiesz mój Jezu? Tu jest cieplej, widniej i radośniej niż było na początku!” – szepnęłam z mocą.
„Nie, nie jest, Moniko. Jest tak samo jak było. Tak mówisz bo przyjęłaś ten stan, uznałaś za swój. Uważasz, że jest po coś. I dla Ciebie jest widniej, cieplej i radośniej!” – wyszeptał Jezus wpatrzony we mnie jak w obrazek.
„Tak, uważam że wszystko jest po coś. I denerwują mnie takie pytania:” Dlaczego Bóg mi daje tyle cierpienia, zła, itd, itp?! Karze mnie?!” albo:”Co to będzie… co to będzie?!” Takie pytania to według mnie świadczą o braku zaufania do Boga. Może za ostro mówię, ale tak uważam. A pytać ‚dlaczego?’ owszem, można, trzeba nawet. Ale inaczej. „Dlaczego Bóg dopuścił do takiej sytuacji? Co chce mi przez to powiedzieć, pokazać? Co mogę dla Niego w tej sytuacji zrobić?!” – tak postawione pytanie świadczy o zaufaniu Bogu i miłości do Niego.”
Jezus patrzył we mnie z ogniem w oczach. Nagle jakby osłabł… Osunął się w moje ramiona…
Trzymałam mojego umiłowanego w objęciach i tuliłam do serca mego… Obejmowałam Go delikatnie, z czułością i tkliwością… I z drżeniem serca. Jezus leżał chwilę z zamkniętymi oczami. Nagle je otworzył i uśmiechnął się do mnie cudownie!!!
„Dlaczego Mnie tulisz, jak myślisz, Moniko?!” – spytał Jezus.
„Bo… bo jesteś zmęczony… słaby… Bo jest Ci zimno i smutno. I chcesz, żebym Cię pocie…” – urwałam i patrzyłam w mojego Jezusa.
Jezus patrzył we mnie z cudnym uśmiechem.
„Pozwalam Ci się tulić i pozwalam Ci się całować, kochana Moja, żeby pokazać Ci, że umiesz okazywać czułość. Że potrafisz, że możesz!!!”
Zatkało mnie! Zamurowało!!! Patrzyłam w mojego Jezusa oniemiała, serce aż drgnęło… Podskoczyło!!!
„A…” – wymamrotałam ledwo.
„Oczywiście pragnę Twego przytulenia i pocałunków!!! Uwielbiam je!! Ale Moje pragnienie i uwielbienie jest jednoznaczne z chęcią pokazania Ci, że potrafisz, że umiesz okazywać czułość!”
Patrzyłam w Jezusa… szczęśliwa cala!!! Serce moje tańczyło z radości!
W dzieciństwie doświadczałam niewiele czułości i byłam przekonana, niemal pewna, że sama okazywać czułości nie umiem, że nie potrafię…
A tu… Potrafię!!!
„Dziękuję mój Jezu…” – szepnęłam oniemiała ze szczęścia.
„Sobie podziękuj, Moniko!”
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. A ja zbliżyłam swoją twarz do Jego twarzy i ucałowałam Go z czułością.
„Uwielbiam Twoje pocałunki! Uwielbiam!!!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Przytuliłam mój policzek do policzka Jezusa… Trwaliśmy w Miłosci i bliskości i intymności bez granic… Jezus i ja!

Dodaj komentarz