Siedzieliśmy na ławeczce obok studni. Mój umiłowany Jezus i ja. Patrzyłam w Niego z uwielbieniem i miłością. Dotykałam dłonią policzek Jezusa i głaskalam go z czułością… Jezus patrzył we mnie płonący cały… Cały dla mnie!
„Mój kochany… mój słodki Jezu…” – szepnęłam z tkliwością, gładząc policzek Jezusa.
„Uwielbiam Cię, jedyna Moja! Uwielbiam Twoje bycie ze Mną! Niczego ode Mnie nie chcesz, żebym coś Ci dal! O nic nie prosisz dla siebie! Żebym rozwiązał Twoje problemy! Jesteś ze Mną bo Mnie kochasz! Po prostu!”
„Dajesz mi wszystko, mój Jezu! I sam rozwiązujesz moje problemy, nie muszę Cię o to prosić!”- szepnęłam z mocą. A po chwili dodałam:
„Bycie z Tobą jest dla mnie jak oddech! Jak tchnienie świeżego powietrza w parny, upalny dzień! Jest jak iskra ciepła w mróz! Jak promień światła w ciemności! Ja nie mogę z Tobą nie być, mój Jezu!!! Nie mogę z Tobą nie być! Bez Ciebie mnie nie ma!!!”
Jezus patrzył we mnie głęboko i ja w Niego patrzyłam… Nagle aż syknęłam z bólu!!! Bardzo bolało mnie to miejsce w moim ciele, które boli mnie najbardziej. Po prostu moje jelita. Jezus natychmiast wziąl mnie na ręce, do tej pory siedziałam obok Niego. Wziąl mnie na ręce i przytulił mocno do SERCA. Nie mówiłam Mu, że bardzo mnie boli. On wiedział. A ja tańczyłam. Teraz Jezus zaczął dotykać to miejsce. Dotykał Swą dłonią, z nabożeństwem i czcią. Z namaszczeniem dotykał. A jednocześnie bardzo odważnie. Zauważyłam, że ostatnio stał się wobec mnie odważny. Dotykał jak Swoje. Traktował mnie jak Swoje. Był Sobą, po prostu. Widziałam że Jezusowi jest ze mną dobrze! Śmiał się, żartował, droczył się ze mną. Był Sobą! I ja stałam się wobec Jezusa odważna.
Dotykałam Go jak swoje. Traktowałam jak swoje. Było mi z Nim dobrze! Śmiałam się, żartowałam i droczyłam się z Jezusem. Byłam sobą. Po prostu. Wiedziałam że już nic nie muszę, ale mogę wszystko. Byłam swobodna i wolna!
Jezus wciąż dotykał moje jelita. Potem zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i wyszeptał:
„Dzisiaj będzie boleć trochę mniej!”
„Nie musi. Tańczę!” – szepnęłam uśmiechając się do Niego z miłością.
„Będzie boleć trochę mniej!” – wyszeptał Jezus z naciskiem.
„Dobrze. Jak chcesz, kochany!”
Jezus patrzył we mnie z tkliwością niesamowitą… Nakarmil mnie Swoim Ciałem. A potem zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swą Oblubienice. Czule i słodko i gorąco…
JAK SWOJE!
Category: (NIE) MOJE MYŚLI