Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem. A ja wtuliłam się w Jego SERCE i rozmyslalam:
„Z Tobą to ja mam dobrze!!! Życie jak w Madrycie! Czego się nie dotknę, wychodzi mi! Modlitwy wiernych układają mi się same! W nocy szczególnie mi się układają! A w dzień je tylko spisuję. Mój Duchowy Syn, któremu je potem pokazuję, mówi: ‚Dla mnie super!’ Kwiaty mi same rosną, odpowiednio dobrane do warunków w moim pokoju. Ale musiałam się o to postarać. Zadbać! Układając modlitwy często korzystam ze słownika wyrazów bliskoznacznych, gdy mi słów brakuje. Żeby mieć w pokoju piękne rośliny musiałam spytać o radę eksperta.”
Przerwałam na moment i spojrzałam w oczy Jezusowi… Patrzył we mnie głęboko, z ogniem miłości…
„Wiesz? Ostatnio tak się zastanawiam i dochodzę do wniosku, że sformułowanie ‚wierzę w Boga’ jest niezbyt fortunne! Szczególnie w kontekście słów jednego lekarza i polityka oskarżanego o branie łapówek. Powiedział on w jednym z wywiadów takie słowa: ‚Wierzę w swoją uczciwość!’ Oburzyłam się na te słowa! ‚Wierzy?! Albo jest uczciwy, albo nie!!! Wiara tu nie ma nic wspólnego!’
BÓG jest! Istnieje! Bez względu na to czy w Niego wierzymy, czy nie! My ludzie mamy taką przypadłość, takie przekonanie, że jeśli w coś lub w Kogoś nie wierzymy to automatycznie tego nie ma! Tymczasem Bóg istnieje! Czy w Niego wierzymy, czy nie. Nasza wiara czy niewiara nie ma wpływu na Jego istnienie! BÓG JEST! I tylko od nas zależy czy my to Jego bycie i działanie przyjmiemy, czy nie. Czy będziemy żyć z Nim w zgodzie, przyjaźni. W symbiozie! Czy też Go odrzucimy! Ale gdy Go odrzucimy, ON i tak JEST!
Owszem, można twierdzić, że w Boga się nie wierzy, a obchodzić np ‚Gwiazdkę’, albo ‚imprezę zimową’ i jeszcze mówić, że to tradycja. Można też twierdzić że się w Boga wierzy, a żyć tak jakby Go nie było. W obu przypadkach żyje się w kłamstwie. Okłamuje się przede wszystkim samych siebie!”
Przerwałam na znowu moment i znów spojrzałam w oczy Jezusowi. Patrzył we mnie z czułością niezwykłą…
„Ja staram się żyć z Tobą nie tylko w przyjaźni, ale i w w symbiozie… I mam jak mam… Życie jak w Madrycie!!!”
Zaśmiałam się głośno i perliście! Jezus patrzył we mnie rozpromieniony miłością i dumą…
„Ale teraz Ty powiedz coś, mój Jezu! Bo cały czas tylko ja gadam, nawijam i nawijam. A Ty milczysz!!!” – szepnęłam z mocą.
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Słodko i gorąco!
„Mylisz się, Moniko! Ja nie milczę! Ja mówię przez Ciebie!” – wyszeptał z ogniem.
Patrzyłam w mojego Jezusa onieśmiela i uszczęśliwiona zarazem… A On głaskał mój policzek z tkliwością…

Dodaj komentarz

WP2Social Auto Publish Powered By : XYZScripts.com