Site Overlay

O PRABABCI MICHALINIE…

Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego.
„Wiesz mój Jezu? Wczoraj znalazłam swój pamiętnik. Z trzeciej klasy podstawówki! Jest tam wiele wpisów bardzo dla mnie cennych. Ale jeden jest bezcenny! Jest to podpis napisany niewprawną ręką… Podpis mojej Prababci Michaliny… Była kobietą nieuczoną, ledwo podpisać się umiała… Ale była bardzo mądrą Osobą!”
Spojrzałam w mojego Jezusa i uśmiechnęłam się do Niego radośnie!
„Opowiedzieć Ci o Niej, mój Jezu?” – spytałam lekko.
„Opowiedz! Opowiedz Mi, kochana!” – wyszeptał z cudnym uśmiechem.
„Ale od razu mówię, że może być chaotycznie… I obrazki z Jej życia raczej!”
„Nic nie szkodzi, Moniko! Opowiedz Mi, proszę!”
Ułożyłam się wygodnie na SERCU Jezusa i zaczęłam opowiadać:
„Tata Prababci, Antoni, tuż przed wybuchem I wojny światowej zbudował nowy dom. Dla swojej rodziny, żony, Anastazji i siedmiorga dzieci. Bardzo się z tego cieszył i był bardzo dumny, że mógł zbudować dom. Niewielu gospodarzy w tamtych czasach mogło sobie na to pozwolić. Prapradziadek mógł. I gdy wybuchła I wojna, zaczęły się bombardowania wsi. Prapradziadkowie mieszkali za Bugiem w Nowej Wsi (Nowosiółki),  koło Berezy Kartuskiej. I gdy zaczęły się bombardowania prapradziadek z żoną i siedmiorgiem dzieci ukryli się w ziemiance, dużym, głębokim dole w ziemi, przykrytym z góry. I tam przeczekali bombardowanie. Gdy ucichło, prapradziadek wyszedł na zewnątrz, na ziemię sprawdzić. I zobaczyl, że dom, który dopiero co zbudowal, jest całkowicie, doszczętnie zniszczony… Padł na ziemię. I umarł na miejscu… Zawał serca pewnie. Praprababcia Anastazja w jednej sekundzie została sama z siedmiorgiem dzieci. Bez męża, bez domu. Bez niczego. Siedzieli wszyscy w zimnej i ciemnej ziemiance. W dodatku moja prababcia Michalina, która była wtedy małą dziewczynką bardzo ciężko zachorowala. Chorowała wiele dni, miała bardzo wysoką gorączkę i zimne poty… Praprababcia myślała, że jej córka umrze. Ale w którymś prababci się polepszylo. I poprosila jeść. „Ja myślałam, że umrze, a ona jeść wola!” – usłyszała pełen goryczy głos swojej matki. Gdy była już staruszka i o tym nam odpowiadała, miała w oczach łzy… Nie wiem jak oni ten bardzo ciężki okres przeżyli. Wiem że Prababcia Michalina chodziła na służbę, u jakichś bogatych państwa służyć. Dorosła. Spotkała Józefa, pokochali się i wzięli ślub. Mieli piątkę dzieci. Dwoje dzieci zmarło, we wczesnym dzieciństwie… Resztę znam z opowiadań mojej babci, Jadzi. Nie opowiadala mi o II Wojnie Światowej. Opowiadała za to, że po wojnie Praprababcia Anastazja, Prababcia Michalina z mężem i dziećmi przyjechali zza Buga na zachód, na Ziemie Odzyskane. Babcia Jadzia mówiła, że jechali w wagonach dla bydła, bez oknien. Poupychani. Jechali nawet kilka miesięcy. Jak np. lokomotywa, albo coś w wagonie się zepsuło, potrafili stać w szczerym polu tygodniami. W końcu przyjechali. Pradziadek Józef zajął gospodarstwo blisko torów. Postarał się o pracę dróżnika. Oprócz tego bardzo ciężko pracował w gospodarstwie. Pradziadkowie mieli konie, krowy, świnie, kaczki, gęsi kury… Mieli też pole. Cały tydzień, od rana do nocy ciężko pracowali. W niedzielę szli wystrojeni do kościoła, na Mszę św. I w poniedziałek rano od nowa do pracy.
Prababcia Michalina nigdy nie widziała morza. A bardzo chciała zobaczyć… I moi rodzice wzięli Prababcię i jej siostrę i zawieźli do Kołobrzegu na kilka dni. Prababcia ubrana od stóp do głów, na czarno, w chustce na głowie i z torebką w ręku pierwszy raz w życiu stanęła na brzegu Bałtyku… Długo stała w milczeniu i patrzyła w morze… Chyba czuła się bardzo zagubiona i bardzo maleńka… „A tam, za morzem to już Ameryka…?!” – spytała oszołomiona. Takie miała wyobrażenie o świecie… Nikt wcześniej jej nie wytłumaczył, nie powiedział. Dopiero tata zaczął Jej tłumaczyć, że nie, że Ameryka jest jeszcze dalej, za oceanem. Prababcia nie mogła sobie tego wszystkiego wyobrazić. Chciała się przepłynąć statkiem! Rodzice, a jakże, zabrali ją i jej siostrę na rejs statkiem. Bardzo jej się podobało! Jej siostrze, Ewie, nie za bardzo… Prababcia przynosiła mi brzoskwinie ze swego ogrodu. Pamiętam, że już ledwo chodzila, o laseczce, ale brzoskwinki prawnusi przynosiła. Do tej pory pamiętam ich smak… Słodkie, soczyste. Smak dzieciństwa. I winko z brzoskwiń robiła! Pyszne! Zrobiła, schowala i wyjmowała tylko na specjalne okazje. Wino miało kolor ciemnobrązowy i było bardzo mocne. Wystarczył lyczek i już byłeś sieknięty! 😁 A Pradziadek Józef nie pił alkoholu. W dzieciństwie slubowal Madonnie, że do końca życia nie weźmie alkoholu do ust. I śluby wypełnił. Pradziadkowie nigdy się nie nie kłócili, nie krzyczeli na siebie nawzajem. Pradziadek nawet jeśli miał jakieś pretensje do żony, nic jej o tym nie mówił. Ale jak wychodził na pole i nikt go nie słyszał wtedy wyładowywał emocje. Ponad 50 lat razem przeżyli. Prababcia najpierw pochowała córkę, potem męża, potem drugą córkę, Babcię Jadzię… A potem zmarła sama… Zmarła tak jak żyła. Cichutko. We śnie.”
Skonczylam opowieść. Umilklam. Spojrzałam w oczy Jezusowi głęboko… Patrzył we mnie rozpromieniony miłością.
„Oj! Na wspominki mi się zebrało!” – szepnęłam uśmiechając się do Jezusa promiennie.
„Pięknie opowiadasz, Moniko! Aż chce się słuchać!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„A, dziękuję!” – szepnęłam z mocą.
Tańczyliśmy bardzo, w intymności i bliskości wielkiej. Mój Jezus i ja!

Leave a Reply

WP2Social Auto Publish Powered By : XYZScripts.com