Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. Trzymał mnie w ramionach swoich. Pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył tylko we mnie zakochany cały! A ja byłam Jego maleństwem, Jego niemowlęciem, Jego dzieciątkiem byłam! Otulona Miłością leżałam… Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył mi w oczy ze smutkiem i bólem.
„Będziesz wiele cierpieć dla Mnie, Monisiu…”
„Będę!” – szepnęłam lekko.
Dla mnie to było coś oczywistego. Że będę cierpieć dla mojego ślicznego, jedynego Pięknisia!
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością…
„Grzechy moich kochanych dzieci, ich nieufność i niewdzięczność sprawiają, że Rany Mnie bolą… Ciągle i bardzo…”
„Pragnę cierpieć z Tobą, Jezuniu kochany! Pozwól mi… proszę!”
„Ale najbardziej boli Mnie SERCE! Pocieszaj! Pocieszaj JE… proszę!” – wyszeptał Jezus niemal błagalnie.
Wyciągnęłam rękę i położyłam głowę przy SERCU umiłowanym. I zaczęłam JE dotykać, pieścić i całować… Całą sobą! Dotykałam, pieściłam i całowałam… Ze czcią i namaszczeniem wielkim… Jezus patrzył we mnie… I powoli Jego Oblicze się zmieniało… Pogodniało! Uśmiechał się delikatnie…
„Nie wypuszczę cię Monisiu z moich ramion! Będziesz pocieszycielką SERCA Mojego! Pocieszaj JE kiedy tylko możesz!”
„Pragnę! Pomóż mi… Proszę!”
Jezus rozpromienil się bardzo nade mną! Rozświetlił się cały! I dłonią pogłaskał mnie po policzku. A ja uśmiechnęłam się do Niego od ucha do ucha!
Rozumieliśmy się bez słów… Moje serce zalewała Miłość, bliskość, czułość i pokój…
POCIESZYCIELKA…
Category: (NIE) MOJE MYŚLI