Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem wielkim. I ja patrzyłam w mojego ślicznego Jezusa z miłością i uwielbieniem. Zakochana cała!
„Jak mogę Ci usłużyć, kochany mój?” – spytalam z prostotą.
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie!
„Służysz Mi, Monisiu! Służysz Mi tym, że ze Mną jesteś! Bezinteresownie!” – wyszeptał z ogniem.
„Że z Tobą jestem?! To dla mnie wieeeeelka radość i szczęście! A nie służba!”
„Bo kochasz!”
Patrzyłam w mojego Jezusa… Czułam się taka maleńka i bezbronna… wobec Miłosci. To Jezus mi służy! Usługuje mi… Czułam się jak Piotr, przed którym Jezus klęczy i myje mu nogi… Czuję się zaskoczona! Zdumiona! Zawstydzona… A jednocześnie uszczęśliwiona! Baaaaaardzo! Jak Piotr! Bo będę miała udział z umiłowanym!
I zaczęłam rozmyślać o Piotrze… Zaparl się swego Mistrza. Żałował, płakał gorzko… Jezus wybaczył mu. Pytał o miłość. Po wniebowstąpieniu Jezusa Piotr głosił Ewangelię, czynił cuda w Imię Jezusa. A gdy przyszła pora oddał życie za swego Mistrza. Ukrzyżowany głową w dół. Powiedział, że nie jest godny umierać jak Chrystus.
Chcę jak Piotr!
CHCĘ JAK PIOTR!
Category: (NIE) MOJE MYŚLI