WIEDZIAŁ

No Comments

Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. A potem tańczylismy baaaaaardzo! Mój Jezus i ja! Tańczylismy w intymności i bliskości… Zamknęłam oczy, a mój słodki w tańcu mnie prowadził. Tańczylismy… Otworzyłam oczy… Umiłowanego mojego nie było! Zaczęłam się rozglądać, biegać,, szukać! Nigdzie Go nie widziałam… Zadarlam głowę do góry… wysoko… I zobaczyłam mojego Jezusa… Wisiał na Krzyżu!
“Ja tu tańcuję, a On tam na Krzyżu sam… Idę do Niego! – pomyślałam.
Zaczęłam iść w powietrzu… Do Krzyża było daleko. W dodatku coś zaczęło mnie hamować zatrzymywać, zwalniać, odpychać… Ja szłam. Mimo przeszkód, kłód rzucanych pod nogi! Szłam uparcie, wytrwale. Jak taran!
“Umiłowany mój cierpi! Sam!!! Czeka na mnie! Dojdę do Niego! Choćby nie wiem co! Dojdę! Nie ma innej opcji!!”
I nagle wszystko odstąpiło ode mnie! Miałam wolną drogę!!! Mogłam iść dalej! Iść?! Lecieć!!! Leciałam na skrzydłach do umiłowanego mojego! Na skrzydłach Miłości!
Stanęłam przed Krzyżem. Jezus cierpiący był bardzo…
“Jezu kochany!” – szepnęłam z bólem.
Jezus z trudem podniósł głowę i spojrzał mi w oczy głęboko…
“Maleńka Moja…”
Objęłam ślicznego mojego z tkliwością, czułością…
“Czekałem na ciebie! Wiedziałem, że przyjdziesz! Że dasz radę, wiedzialem! Wiedziałem!”
Tuliłam mojego Jezusa do serca…

Categories: MOJE MYŚLI

Leave a Reply

WP2Social Auto Publish Powered By : XYZScripts.com
Scroll Up