„Bardzo mi wczoraj pomogłeś, przez moją Duchową Córeczkę…” – szepnęłam uśmiechając się do Jezusa od ucha do ucha. Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie! Z czułością. Szeptałam dalej:
„Już myślałam, że jestem zła, nie kochającą, wyrodna, mściwa… Męczyło mnie bardzo. Tłukło do głowy i serca. Z drugiej strony coś mi szeptało, że to nie prawda. Że to nie jest moja wina. I wczoraj ta druga… Opcja wygrała. Zwyciężyła!”
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko…
„Ja zwyciężyłem! Ja zwyciężyłem w tobie, Monisiu!” – wyszeptał z ogniem.
„Ty! Dziękuję Tobie, mój Jezu! I dziękuję mojej Córeczce!”
Umiłowany mój Jezus wciąż patrzył we mnie głęboko…
„Coś jeszcze chcę ci Monisiu powiedzieć.”
„Tak? Słucham, kochany?”
„Powiedziałaś, że gdy czujesz ulgę i niepamięć to bardzo cię to boli…”
Przerwałam Jezusowi gwałtownie!!!
„Tak! Bardzo boli! Bardzo! Bardzo…” – szepnęłam spuszczając głowę.
„Gdybyś nie kochała, ta ulga i niepamięć w ogóle by cię nie obchodziły. Nie przejmowałabys się nimi. A ciebie boli!”
„Bardzo!”
„I właśnie ten ból ukazuje jak wielka jest twoja miłość! Ten ból jest odbiciem twojej miłości!”
Szybko podniosłam głowę i spojrzałam w oczy Jezusowi.
„Taaak…??”
„Tak!” – wyszeptał Jezus z naciskiem.
Czułam się tak jakby znów Jezus we mnie zwyciężył! Wszystkie wątpliwości w sekundę uciekły!
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. A ja patrzyłam tylko w Niego. Z zachwytem i uwielbieniem…