Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem. Trzymał mnie w objęciach i tulił do SERCA. Patrzył we mnie słodko… Usmiechalam się do mojego ślicznego od ucha do ucha. Dotykałam dłonią policzek Jezusa i głaskalam go z czułością… Milczeliśmy. Nasze usta milczały, ale serca rozmawiały:
„Ten mail, który w sobotę napisałam i wysłałam, pomógł. I wygląda na to, że już niedługo będę układać rozważania do czytań mszalnych. Może już w tym tygodniu dostanę czytania!”
„Mail pomógł. Dlaczego miał nie pomóc?”
„Bo już kilka razy… A teraz – dzięki Tobie, wiem!”
Posłałam Jezusowi siarczystego buziaka!
„Tylko wiesz… Jak będę układać rozważania dla Oremusa to nie będę układać tu. Nie dam rady.”
„Oczywiście, maleńka. Trzeba robić jedno ale dobrze. Na dwa fronty się nie da!”
Teraz Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Czule i słodko i gorąco!
„To co się dzieje, wydaje mi się niemożliwe, nierealne… Nachodzą mnie myśli, że nie dam rady, że jestem za głupia, nieoczytana, mało elokwentna… Ale jednocześnie wiem, że z Tobą dam radę!”
Jezus patrzył we mnie płonący… Głęboko we mnie patrzył. I zobaczyłam obraz:
Stałam w jakimś jeziorze. Po pas w wodzie. Jezus stał przy mnie. Ja co chwilę wkładałam rękę do wody i wyciągałam z niej… stokrotki! Świeże u soczyste stokrotki! Dawałam je Jezusowi. Za chwilę znów zanurzałam rękę, wyciągałam stokrotkę i dawałam Jezusowi. Zanurzałam, wyciągałam, dawałam. Umiłowany śledził każdy mój ruch.
„Stokrotki wyciagane z wody?? Przecież to niemożliwe!” – szepnęłam z mocą.
„Ze Mną czynisz to co po ludzku wydaje się niemożliwe, maleńka Moja!”
Jezus patrzył we mnie z lubością…
NIEMOŻLIWE!
Category: (NIE) MOJE MYŚLI