Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Leżałam i patrzyłam w oczy umiłowanemu mojemu. Przede mną być trudne dni. Mogłabym zapytać Jezusa o to co przyniosą. Ufam, że by mi odpowiedział. Jednak zbytnio się nie martwiłam, a raczej martwiłam się coraz mniej. Teraz obchodził mnie tylko On, mój śliczny, umiłowany Jezus. Patrzył we mnie jak w obrazek…
„Opowiedz mi proszę o Sobie, kochany”-szepnęłam uśmiechając się do Jezusa od ucha do ucha.
„Ja Jestem zakochany!” – wyszeptał Jezus patrząc we mnie ogniście.
Uśmiechnęłam się do Niego radośnie!
„W kim?”
Jezus zaśmiał się perliscie!
„Domyśl się, maleńka Moja!” – wyszeptał całując mnie słodko.
Po chwili dodał:
„I zazdrosny jestem!”
„Nie masz chyba powodów do zazdrości?”
„Nie mam. Mówię jaki jestem.”
„Aha! „- szepnęłam ze zrozumieniem. Czytałam, że Bóg jest Bogiem zazdrosnym. Umiłowany moj Jezus mówił dalej:
„A z miłości i zazdrości wypływa, rodzi się pragnienie…”
Jezus urwał na moment. Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko… Jego spojrzenie przenikało mnie na wskroś!
„Pragnę cię, Moja Monisiu!”
„I ja Cię pragnę, mój Jezu…”
Zatonęliśmy w sobie nawzajem. Ja w umiłowanym, a On we mnie…
ZATONĘLIŚMY…
Category: (NIE) MOJE MYŚLI