WYJAZD DO KRAKOWA

Jezus trzymał mnie w objęciach i tulił do SERCA Swego. Patrzył we mnie zakochany i zachwycony! Wpatrywalam się w umiłowanego uśmiechnięta od ucha do ucha.
“Czekałam, czekałam i się doczekałam!” – szepnęłam radośnie.
“Oboje czekaliśmy i się doczekaliśmy!” – wyszeptał Jezus rozpromieniony cały.
“Najpierw wydawało się, że to daleko, pół roku. Potem coraz bliżej i bliżej. I już jutro!”
“Czas ucieka…”-wyszeptał umiłowany z nostalgią.
“Wieczność czeka!” – szepnęłam wesoło.
Smialismy się oboje głośno, mój Jezus i ja! Głośno i radośnie!
O czym rozmawialiśmy? Jutro wyjeżdżam z rodziną na tydzień do Krakowa.
“Tylko, żebyśmy dali radę… Ale skoro pozwoliłeś polecieć Córeczce do Ziemi Świętej i pomagałeś jej na każdym kroku, ufam, że i mnie pomożesz!” – szepnęłam z mocą. A po chwili dodałam:
“Tylko podobno upały mają być…”
“A, to już ode Mnie nie zależy.” – wyszeptał Jezus.
“A od Kogo? Od czego?” – spytałam zdziwiona.
Od pogody!”
Oboje parsknęliśmy dźwięcznym, perlistym i głośnym śmiechem. Mój umiłowany Jezus i ja. Potem długo wpatrywaliśmy się w siebie nawzajem. Z miłością.

W nadchodzącym tygodniu notek nie będzie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.