W SPOJRZENIU JEZUSA

Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Patrzyłam w mojego umiłowanego z uwielbieniem i miłością…
“Dziękuję, dziękuję, mój Jezu kochany!” – szepnęłam uśmiechając się do Jezusa z trudem. Zmęczona byłam bardzo, ale i bardzo zadowolona.
“Dla ciebie wszystko, maleńka Moja…” – wyszeptał Jezus rozpromieniony Miłością.
“Byłeś ze mną! Ciągłe. Na każdym kroku!”
“Byłem, jestem, będę!”
“Gdy byliśmy w Katedrze na Wawelu, tata postawił mnie pod rzeźbą Czarnego Chrystusa wiszącego na krzyżu. Spojrzałam Jezusowi w oczy i zaniemówiłam, oniemiałam… Tak, w taki sposób patrzysz we mnie, mój Jezu! Patrzyłam Ci w oczy… Ile mogłam! Drugi raz podobnie miałam pod krzyżem w bazylice mariackiej. Wiele razy się lapałam na tym, że widzę Cię Jezu wpatrującego się we mnie rozpromienionego i zachwyconego baaardzo!”
“Uwielbiam się w ciebie wpatrywać Monisiu kochana!”
“A dlaczego?”
“Bo cię kocham! Bo jesteś piękna, dzielna, cierpliwa, wytrwała…”
“I wykończona!”
“Odpocznij, odpocznij maleńka Moja!” – wyszeptał Jezus poruszony wielce. Zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i mnie pocałował… Odpoczywałam w spojrzeniu mojego ślicznego, słodkiego Jezusa…

Nie wiem czy jutro napiszę notke. Pociesza mnie fakt, że już nic nie muszę, a wszystko mogę. Mogę odpocząć i mogę napisać. Zobaczę co pozwoli mi umiłowany. Czy pozwoli odpocząć, czy pozwoli napisać. Wszystko w spojrzeniu Jezusa…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.