Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego.
„Mój Maleńki… mój Maleńki…” – szeptałam z miłością.
Dotykałam dłonią policzek Jezusa i głaskalam go z czułością.
„Dlaczego jestem Maleńki?” – spytał Jezus z cudnym uśmiechem.
„Bo… bo tylko Ktoś Maleńki mógł pokochać taką maleńką jak ja. Tylko Ktoś Maleńki może być dla niej tak delikatny i czuły… Ktoś wielki to nawet by jej nie zauważył. Przygniótłby ją swą potęgą, rozdeptał. Tylko Ktoś Maleńki mógł ją wziąć w ramiona i przytulić do Siebie. Wiem, że jesteś także wielki i potężny! Dla mnie jesteś Maleńki…”
Jezus patrzył we mnie płonący cały! Oczy Mu błyszczały. A ja mówiłam dalej:
„Tylko Ktoś Maleńki zechciałby umrzeć za swoją maleńką i dla niej zmartwychwstać. Tylko Ktoś, Maleńki mógł, chciał stać się jej Pokarmem. Tylko Ktoś, Maleńki oddałby jej Swe SERCE!”
Jezus patrzył mi w oczy głęboko. Poruszony cały. Moje serce także było bardzo poruszone.
„Maleńkiego łatwiej zranić, skrzywdzić…” – wyszeptał Jezus poważnie.
„Wiem! Czy czymś Cię zraniłam, skrzywdziłam, kochany?” – spytałam z bojaźnią.
„Uszczęśliwiasz Mnie i radujesz ogromnie!” – wyszeptał Jezus z lubością,
„Ale jakby tylko coś, to od razu mów! Proszę!”
Jezus skinął głową, że dobrze. A ja szepnęłam nieśmiało:
„Maleńką też łatwo zranić, skrzywdzić…”
„Obiecuję, że cię skrzywdzę, nie zranię, maleńka Moja!”
„Wiem, że nie, mój Jezu Maleńki. Nie musisz mi obiecywać!”
„Nie muszę, ale pragnę!”
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością. I ja płonąca w Niego patrzyłam.
MÓJ MALEŃKI…
Category: (NIE) MOJE MYŚLI