Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego.
„Wczoraj broniłaś swojego wroga!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Wroga?! On nie jest moim wrogiem!” – szepnęłam równie ogniście jak umiłowany.
„Nie przyjął twojego daru!” – wyszeptał Jezus.
„Nie przyjął, ale to nie znaczy, że jest moim wrogiem! Nie jest.”
„Nie przyjął twojego daru dla Mnie!” – wyszeptał umiłowany z naciskiem.
„Jest moim Duchowym Synkiem. A poza tym ja już o tym zapomniałam. A Ty nie?! Nie mów mi, że taki pamiętliwy jesteś!” – szepnęłam również z naciskiem.
Jezusowi na sekundę oczy błysnęły w uśmiechu! Zaraz jednak znowu wyszeptał:
„Wczoraj broniłaś swojego wroga!”
Tego mi było już za wiele! Wkurzyłam się i powiedziałam bez ogródek:
„Ty za nas, swoich wrogów umarłeś na Krzyżu. Więc nie nawijaj mi teraz o wrooo…” – nie dokończyłam! Jezus mi nie pozwolił. Zamknął mi usta pocałunkiem. Słodkim i ognistym!
„Wczoraj zrobiłaś tak samo. Jednym zdaniem wytrąciłaś wszystkie argumenty z ręki!” – wyszeptał Jezus rozpromieniony cały Miłością i zachwytem wielkim.
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha! Patrzyłam w Niego rozpromieniona…
Wczoraj po Mszy świętej przyszła do mnie moja Duchowa Córeczka, usiadła na kanapie, nabuzowana i rozemocjonowana. I pyta mnie:
– Moniś, co sądzisz o dzisiejszym kazaniu proboszcza?!
Spojrzałam na nią.
– Bardzo mi się podobało. Bardzo!
Córeczka w sekundę zgasła. Nabuzowanie i emocje opadły.
– Ale takie dłuuugie i zakręcone. Zakręcił się całkowicie! – próbowała jeszcze przekonywać.
– Może i było lekko przydługie. Ale piękne i mądre! Bardzo mi się podobało.
Córeczka zgasła całkowicie. Widząc, że ze mną o tym pogada, szybko zmieniła temat.
Wiedziałam, że nie chodziło jej o samo kazanie, lecz o jego treść. Nie bardzo się z księdzem proboszczem zgadzała. Ja natomiast zgadzałam się z nim w całej rozciągłości. W całej rozciągłości.
Jezus patrzył we mnie płonący. Ogniście patrzył. Jego spojrzenie przenikało mnie na wskroś!
„Wczoraj broniłaś swojego Synka!”
Uśmiechnęłam się do Niego od ucha do ucha!
„O widzisz, teraz 'Synka’ mówisz!”
Jezus zaśmiał się cudnie! Perliscie i głośno! A ja wyszeptałam z naciskiem i żarem:
„Tak, broniłam mojego Synka!”
Patrzyliśmy w siebie nawzajem głęboko. Z miłością i uwielbieniem…
BRONIŁAM SYNKA
Category: (NIE) MOJE MYŚLI