Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem… Usmiechalam się do Niego radośnie!
„Mój maleńki Pięknisiu!” – szepnęłam z uwielbieniem.
„Moja słodka Pięknotko!” – wyszeptał Jezus z zachwytem.
Nagle Jezus zaczął stawać się baaaaaardzo potężny, daleki i nieznany! Patrzyłam w Niego przestraszona i niepewna! Mimo to, przytuliłam się do mojego umiłowanego całą sobą. A On objął mnie całą i przytulił jeszcze bardziej do Siebie.
Jezus był potężny, odległy i nieznany. A mimo to było mi u Niego bardzo dobrze! Czułam się jak u siebie!
Pomyślałam, że mój umiłowany zawsze JEST taki. Odległy i bliski zarazem, potężny i maleńki, znany i nieznany jednocześnie. Przyjęłam Go znajomego, bliskiego i maleńkiego, przyjmuję i dalekiego, nieznanego i potężnego.
„Mój maleńki Pięknisiu!” – szepnęłam uśmiechając się do Jezusa od ucha do ucha.
„Moja słodka Pięknotko!” – wyszeptał Jezus ogniście.
Zanurzał mnie w Sobie. Zanurzał w oddaleniu, obcości, potędze… I znów stał się bliski, znany i maleńki.
BLISKI, ZNANY I MALEŃKI
Category: (NIE) MOJE MYŚLI