Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Leżałam w Jego objęciach tańcząca bardzo. Umiłowany mój pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył tylko we mnie zakochany i poruszony cały.
„Prawa ręka mi coraz częściej drętwieje, kochany mój Jezu. Z lenistwa pewnie! Nic nie robi to się wkurzyła i drętwieje!” – zaśmiałam się perliscie.
Jezus uśmiechnął się lekko.
„Wiem, że to od kręgosłupa. Żartuję tak tylko! Lubię z siebie żartować! Na przykład: 'Rano, wieczór, w nocy, we dnie! Szczerzą mi się zęby przednie!’ Albo gdy rano wstaję z łóżka i wszystko mnie boli to przynajmniej wiem, że jeszcze żyję!”
Smialismy się oboje! Mój Jezus i ja!
„Uwielbiam twój dystans do siebie i twoje żarty z samej siebie, Monisiu kochana!”
Jezus ujął moją prawą rękę i dłoń ucałował gorąco i przytulił do Swego policzka.
„Jakże ona jest podobna do Mojej ręki! Moja ręka też była cała niewładna i drętwa. Przygwożdżona do krzyża!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Wiem, mój Jezu kochany… Wiem!”
„Jakże ona jest podobna do Mojej ręki… Jest Mi niezmiernie potrzebna… Mam z niej wielką radość! Ogromną!” – umiłowany mój był niezmiernie wzruszony.
Dotykał dłonią moją rękę, głaskał z czułością… I całował… Całował całym Sobą!
O RĘCE
Category: (NIE) MOJE MYŚLI