Obudziłam się… Obudziłam się i od razu, nie otwierając oczu, uśmiechnęłam się do mojego umiłowanego od ucha do ucha! Leżałam z zamkniętymi oczami. W pewnej chwili poczułam oddech na mojej twarzy. Potem pocałunek na policzku… delikatny, słodki i czuły. A potem przytulenie, policzek do policzka. Było mi bardzo dobrze, błogo i słodko…
„Kocham Cię Jezu!” – wyrwało mi się z głębi serca.
„I ja cię kocham maleńka Moja!” – wyszeptał Jezus z ogniem. A potem zapytał:
„Czy chcesz, Monisiu być jeszcze bliżej Mnie?”
„Pragnę!” – szepnęłam nie zastanawiając się w ogóle.
„Nie pytasz czy możliwa jest jeszcze większa bliskość?”
„Nie! Wiem, że dla Ciebie wszystko jest możliwe! I wczoraj w tańcu doświadczyłam tak wielkiej bliskości, jak nigdy dotąd!”
„Właśnie taką bliskość chcę ci, Monisiu kochana zaproponować!”
„Pragnę!”- szepnęłam z mocą.
Głos Jezusa był bardzo poruszony:
„Będziesz wiele cierpieć…”
„Pragnę! A cierpienie dobrze mi zrobi na moją pychę i krnąbrność!”
Jezus nie odpowiedział. Leżałam z zamkniętymi oczami. Nagle na policzku poczułam coś mokrego… Otworzyłam szybko oczy! Jezus był cały we łzach…
„Co Ci kochany mój…??! Co Ci??!!” – szepnęłam z lękiem.
„To ze szczęścia, maleńka Moja!!! Ze szczęścia!!!” – zaśmiał się Jezus cudownie.
Rozczuliłam się niezmiernie… Poruszyło się moje serce! Zbliżyłam twarz do twarzy umiłowanego mojego i zaczęłam całować Jego łzy… Całowałam całą sobą. Delikatnie, z czułością tak wielką jak potrafiłam… Całowałam… Z SERCA Jezusa wyszła Hostia i weszła do serca mego. A ja wciąż całowałam Jego łzy… Łzy szczęścia.
ŁZY SZCZĘŚCIA
Category: (NIE) MOJE MYŚLI