Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem. Trzymał mnie w objęciach i patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem…
„Nie wiem o co Ci kochany mój Jezu wczoraj chodziło!”
Jezus uśmiechnął się z czułością.
„Jeśli nie wiesz to dowiesz się w swoim czasie, najmilsza!” – wyszeptał łagodnie.
„Ok!”
Zamyśliłam się…
„Wiesz mój Jezu? Tak sobie myślę, że mam coraz większą rodzinę po tamtej stronie. I nie chodzi mi tylko o rodzinę, że tak powiem, z krwi, ale przede wszystkim o rodzinę Duchową.”
Umilkłam. Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha!
„Zanim wstąpiłeś do Nieba, powiedziałeś do apostołów, że idziesz przygotować dla nich miejsce. A dla mnie też już przygotowałeś?”
Jezus zaśmiał się cudnie!
„Jasne, Monisiu! Nawet je sobie wybrałaś!”
„U Ciebie na rączkach!”
„Na rączkach!”
Jezus patrzył we mnie głęboko…
„Wiesz, maleńka, życie ludzkie zmienia się, ale się nie kończy. Tymczasem wielu ludzi żyje tak jakby po śmierci był koniec. Nie koniec, a początek!” – wyszeptał ogniście.
„Dla niektórych, niestety chyba koniec… Koniec, który trwa wiecznie…” – szepnęłam zamyślona.
„Dla wielu jednak początek! Jak żyjesz tu na ziemi, podobnie żyć będziesz po śmierci.”
„Tak sobie myślę, że śmierci nie ma! Jest przejście, z życia do Życia. Nowe narodziny.
„Śmierć to nowe narodziny! Pięknie powiedziane, Monisiu kochana!” – wyszeptał Jezus z zachwytem.
„Narodziny do Życia w Tobie, mój śliczny! Bo Ty jesteś ŻYCIEM!”
Jezus patrzył we mnie z lubością. A ja uśmiechałam się do Niego od ucha do ucha.
Z ŻYCIA DO ŻYCIA
Category: (NIE) MOJE MYŚLI